Bordo, ufam tobie

Bordo jeszcze nigdy mnie zawiodło.

Ten wpis miał być o czymś zupełnie innym. Chciałem Wam pokazać dwurzędówkę w zestawieniu z wiązaną muchą w ponadczasowym bordowym kolorze. Stylizacja elegancka, ale niespecjalnie formalna – raczej nie na Oscary (chociaż biorąc pod uwagę chaos, jaki podczas nich zapanował, każda stylizacja by przeszła). Ciekawe rozwiązanie dla osób, których nie stać na smoking/nie mają okazji, by takowy założyć, a znudziły im się klasyczne marynarki. O tym miał być ten wpis, ale nie będzie.

Przygotowując się do sesji, nie jestem w stanie stwierdzić, czy wszystko jest idealnie – ubieram się, rzucam okiem na odbicie w lustrze i wskakuję przed obiektyw. Za to zazwyczaj od razu umiem powiedzieć, czy zdjęcia będą udane, ale ostateczna weryfikacja następuje podczas przeglądania zdjęć na komputerze. Tym razem czułem, że stylizacji jest prosta, ale świetna. Przejrzałem zdjęcia i dotarło do mnie, że muszę napisać o czymś innym.

Zaparzyłem earl greya, usiadłem wygodnie, odpaliłem Lightrooma i… uśmiech zniknął z mojej twarzy. Na zdjęciach widziałem tylko dwie rzeczy – krzywo zawiązaną muchę i poszetkę, która zbyt bardzo wystaje z brustaszy. Starałem się tego nie widzieć, naprawdę się starałem, ale nie mogłem. Te dwa elementy przesłaniały mi całą resztę.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że przecież na co dzień nie przejmuję się takimi rzeczami. To normalne, że jeśli w ubraniu robimy coś więcej poza udawaniem manekina, to koszula nieco się pofałduje, krawat przekrzywi, a poszetka wyskoczy z brustaszy albo wręcz przeciwnie – schowa się w środku niczym kangurzątko w torbie matki. No i nie zapominajmy o mankietach koszuli, które przecież nie zawsze mają ochotę wystawać z rękawów. Najważniejsze to dobrze czuć się w ubraniu, a życie to nie sesja zdjęciowa. Nie dajmy się zwariować, bo zaczniemy się przeglądać w każdym lustrze, witrynie sklepowej czy okularach przeciwsłonecznych mijanych nieznajomych.

No dobrze, koniec z tymi życiowym poradami. Wypadałoby nawiązać do tytułu. Bordowy kolor to taki plan B – pasuje prawie do wszystkiego. Chętniej sięgają po niego nawet ci, którzy strojem wolą się nie wyróżniać i preferują modowy kamuflaż.

Najpierw do tego zestawu wybrałem muchę. Swoją drogą to element mojej ślubnej stylizacji, którą całą staram się w 100% wykorzystać, wkurzając tym żonę, która swojej sukni raczej już nie założy. Bordowa mucha pasuje do koszul białych, błękitnych, a nawet granatowych. Kolejny raz postawiłem na błękitny model od James Button. Najbardziej lubię w niej ten subtelny wzór, który zmniejsza jej formalność.

Jak już była mucha, to z poszetką postanowiłem nie szaleć – tym razem bez ekstrawagancji, czyli ten sam kolor i ten sam materiał (jedwab). Ponieważ mucha i poszetka są gładkie, taki duet nieźle się broni. Ale wyobraźcie sobie muchę w kratę i taką poszetką – nie byłoby już tak dobrze, prawda? Radzę unikać zestawów mucha + poszetka oferowanych przez wiele sieciówek. Taki zestaw można zawsze rozkompletować, ale umówmy się – z jakiegoś powodu sprzedają to jaki zestaw, sugerując w ten sposób jego zastosowanie.

Zegarek to mój stary Łucz – skoro dodatki są stonowane, to i czasomierz… Nie, wcale nie musiał być minimalistyczny, ale tym razem postanowiłem okiełznać swoje zapędy i z magicznej walizeczki wydobyłem model bardzo klasyczny.

A na koniec jeszcze zbliżenie na fakturę marynarki. Chociaż fanem szarości nigdy nie byłem, to tę marynarkę pokochałem. Pasuje prawie do wszystkiego, więc polecam ją wszystkim, który lubią się lenić i ubierają się w biegu.

Koszula: James Button

Marynarka: Próchnik

Mucha: NeckWearShop.eu

Poszetka: Próchnik

Zegarek: Łucz

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *