Wszechświat w twojej dłoni

Nie bójcie się fizyki.

(…) wiesz teraz o Wszechświecie tyle, ile wie zdolny absolwent najlepszych ziemskich uczelni. Oczywiście nie z merytorycznego punktu widzenia, ale pod względem znajomości różnych koncepcji. Powinno to wystarczyć, żebyś mógł brylować na każdym przyjęciu. Nadszedł czas, abyś poszedł jeszcze dalej i zrozumiał, co w tym wszystkim szwankuje. A potem będziesz nie tylko brylować, ale także wprawiał swoich przyjaciół w pełen niedowierzania podziw.

Prawdziwy mężczyzna powinien wyróżniać się na przyjęciu nie tylko strojem, więc „Wszechświat w Twojej dłoni” to idealna książka, żeby zawsze mieć ciekawy temat w zanadrzu. Czasem powiemy coś o teorii pól kwantowych, czasem o parowaniu czarnych dziur i już – będą nam na głowę zakładać koronę i podstawiać mikrofon pod usta. A tak serio to w powyższym cytacie najważniejsze są słowa „zrozumiał, co w tym wszystkim szwankuje”, bo to obrazuje szczerość, z jaką Galfard opowiada o naszym wszechświecie. Ale wróćmy do początku. Nie, nie do Wielkiego Wybuchu (taki żarcik).

„Wszechświat w twojej dłoni” to dzieło Christophe’a Galfarda, ucznia Stephena Hawkinga, co już wróży całkiem dobrze. Tytuł jest całkiem trafny, bo książka zabiera nas w podróż obejmująca zarówno świat i zjawiska makro (grawitacja, galaktyki, powstawanie i ekspansja wszechświata), jak i mikro – przede wszystkim teorie kwantowe. Spokojnie, to nie jest książka tylko dla fizyków teoretycznych.

Trzeba przyznać, że z Christophe’a Galfarda bardzo równy gość – na samym początku książki zapowiada, że pojawi się w niej tylko jeden wzór, a mianowicie E = mc2. Nie żebym unikał wzorów (w końcu jestem inżynierem – wierzącym, acz nie praktykującym), ale zbyt skomplikowałyby one sprawę. Tym bardziej, że tematyka poruszana przez Galfarda często ma naturę wręcz filozoficzną – pochylamy się nad teoriami, które próbują tłumaczyć… w zasadzie wszystko. Jak zachowują się pojedyncze cząsteczki, jakie są relacje pomiędzy energią i materią itp. Brzmi to poważnie, ale cała opowieść wcale taka nie jest. Już w cytacie, który umieściłem we wstępie wyczuwalne jest duże poczucie humoru autora. Jego książka nigdy nie miała być wykładem – chciał wciągnąć laików w historię wszechświata i udało mu się.

Nie jest sztuką używać skomplikowanych pojęć i pławić się w swojej wiedzy. Sztuka jest bardzo skomplikowane, zazwyczaj mocno abstrakcyjne zjawiska opisać w taki sposób, by zrozumiał je laik – to cecha najlepszych nauczycieli, na których niestety rzadko trafiamy w szkole. Całe szczęście, że osoby z pedagogicznym zacięciem często publikują. Wtedy dostajemy takie książki jak recenzowany tytuł.

Galfard o kolejnych odkryciach ludzkości czy teoriach wybitnych noblistów opowiada z zadziwiającą lekkością i elegancją – jakby zabawiał anegdotką gości na przyjęciu. Taki sposób narracji na chwilę pomaga zapomnieć, że często mierzymy się ze zjawiskami przewidywanymi tylko teoretycznie. Wspomina wcześniej szczerość Galfarda również jest bardzo ważna – często wprost pisze, że dana teoria jest zupełnie nieintuicyjna i zwyczajne zdroworozsądkowe myślenie automatycznie ją odrzuca. To ważne, że stawia się w roli zwyczajnego śmiertelnika i nie udaje, że wszystko jest przecież oczywiste, a jeśli ktoś ma problemy ze zrozumieniem, może to sugerować ubytki w intelekcie. Jest również świadomy, że głoszenie tych teorii może skutkować podejrzliwymi spojrzeniami ze strony bliskich.

„Wszechświat w twojej dłoni” uświadamia jak mało zwyczajny człowiek wie o otaczającym go świecie. I jak mało tej wiedzy zdobędzie w ciągu swojego życia. To dość smutne spostrzeżenie. W skali wszechświata problemy poszczególnych ludzi nic nie znaczą.

Dobra, koniec tego smęcenia. Niewątpliwie książka zmusza do refleksji (co może być przytłaczające i rozsadzić mózg od środka), ale jednocześnie otwiera umysł i zachęca, by choć trochę zainteresować się fizyką teoretyczną. Zachęca też do tego, by wejść na wyższy poziom, przestać przejmować się błahostkami. Szkoda na nie życia.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

A skoro mowa o kosmosie, to czy jest coś bardziej kosmicznego niż Star Wars?;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *