Mroczna materia

Mroczna strona wielowątkowości.

Wiele osób codziennie zastanawia się, czy podjęło dobrą decyzję, przyrządzając rano jajecznicę nie z dwóch, lecz z aż trzech jajek. Bo czy to nie za dużo kalorii? Czy starczy jajek na naleśniki? Takie i wiele innych poważnych pytań rezonuje w głowie przez cały dzień. Dobra, trochę się zgrywam, ale przyznacie, że często naprawdę wiele czasu poświęcamy błahostkom. I wiele byśmy dali, żeby cofnąć się w czasie i np. kupić telewizor innej marki albo pojechać na Mazury zamiast do zapyziałego hotelu na greckiej wyspie. A ile byśmy byli w stanie dać, żeby zmienić decyzję dotyczącą kierunku studiów albo pierwszej pracy? Albo chociaż przekonać się, jakie byłyby konsekwencje innych decyzji?

Jason Dessen, bohater „Mrocznej materii” autorstwa Blake’a Croucha jest wykładowcą fizyki, który ma kochającą żonę i nastoletniego syna. Kiedyś wyobrażał sobie inaczej swoje życie, ale zaakceptował i rozsmakował się w swoich wyborach. Nie zamieniłby swojego życia na żadne inne. Pewnego wieczoru gdy wraca z baru, porywa go człowiek w masce gejszy. Po serii dziwnych pytań pozbawia go przytomności. Po przebudzeniu nic nie jest takie samo – Jason nie poznaje tego świata. Nie ma żony, nie ma syna, nie ma też etatu na uczelni – jest geniuszem, który wykorzystał fizykę kwantową do stworzenia przełomowego wynalazku.

„Mroczna materia” to thriller science-fiction w świetnym wydaniu – całość pochłonąłem w trzy dni. Akcja ma zawrotne tempo, akapity są krótkie, przewracamy stronę za stroną, wypatrując końca rozdziału, by wziąć oddech, a za chwilę znowu zanurzyć się w opowieści. Na szczęście nie mamy poczucia, że autor zrezygnował z warstwy emocjonalno-psychologicznej dla utrzymania wysokiego tempa. Oczywiście taka struktura opowieści wymusza pewne skróty, ale paradoksalnie całość ma stosunkowo kameralny charakter i pozwala zrozumieć motywacje Jasona Dessena. W zasadzie to one są najważniejsze, a nie cała otoczka. W „Mrocznej materii” nie uświadczymy dużych dawek ekspozycji – przez pierwszych kilkadziesiąt stron nie wiemy, co się dzieje, ale bynajmniej nie jest to wada. Wręcz przeciwnie, podoba mi się zaufanie autora do czytelnika, że domyśli wystarczająco dobrze, by cieszyć się opowieścią.

Zupełnie się tego nie spodziewałem, ale „Mroczna materia” to jedna z lepszych historii miłosnych, z którymi miałem ostatnio do czynienia. Blake’owi Crouchowi udało się znaleźć złoty środek między filozoficznymi dywagacjami a pogłębionym przedstawieniem miłości głównego bohatera do żony. Nie jest to wielka hollywoodzka miłość, która zaczęła się w spektakularny sposób i której Jasonowi mógłby zazdrościć każdy mężczyzna. To miłość piękna, dojrzała, ale zwyczajna i może dlatego tak wiarygodna. Jason jest gotowy zrobić bardzo wiele, by znowu zjednoczyć się z żoną, nie tracąc przy tym zmysłów. Od razu sami zadajemy sobie pytanie, ile sami byliśmy gotowi poświęcić i czy właściwie doceniamy to, co dał nam los.

Drugim najważniejszym wątkiem powieści jest kwestia wyboru, od której zacząłem. Dzięki elementom science fiction przestaje to być jedynie teoretyczną dysputą, a staje się czymś namacalnym. Czy warto zastanawiać się nad tym, czy podjęliśmy właściwe decyzje? Z jednej strony tak – podążanie do przodu bez spoglądania do tyłu wydaje się bezrefleksyjne, wręcz prymitywne. To naturalne, że wracamy do decyzji sprzed miesiąca, roku czy dekady. Szukamy błędów, staramy się zmienić złe przyzwyczajenia czy przekonania. Ale z drugiej strony – to wszystko już się wydarzyło, nie zmienimy tego. Rozgrzebując stare rany, możemy wpędzić się w depresję czy w ogóle stracić zdolność do podejmowania kolejnych decyzji – ze strachu, że znowu będzie to zły wybór. Które podejście jest lepsze? Jak zawsze w przypadku takich pytań nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ale warto sobie to pytanie od czasu do czasu zadać, a „Mroczna materia” zachęca do tego w sposób szalenie satysfakcjonujący i rozrywkowy. Czekam na film, bo jest szansa na inteligentny thriller science fiction, a tych mamy deficyt.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i Spółka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *