To, o czym nie wiesz

Moda na seryjnych zabójców trwa?

Chociaż większość z nas marzy o domu z ogródkiem, najlepiej pod miastem, w pobliżu mało popularnego jeziora, i sielankowym życiu zupełnie pozbawionym stresujących wydarzeń, to kochamy seryjnych zabójców. Może w nie w takim sensie, że chcielibyśmy umówić się na randkę i spędzić wieczór przy świecach, ale historie z takim zabójcami elektryzują wyobraźnię. Stąd ich popularność w filmach, serialach i powieściach. Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że jest ich trochę mniej niż sugeruje popkultura, bo inaczej zacznę obawiać się wiecznie uśmiechniętego sąsiada, która nigdy nie otwiera drzwi szerzej niż na kilkanaście centymetrów. Zupełnie jakby nie chciał, żebym zobaczył jego mieszkanie. Hmm.

Tak czy inaczej, fascynują nas ci wszyscy zabójcy. Uwielbiamy obserwować pracę detektywów, którzy najpierw odkrywają, że kilka ofiar mogło zostać zamordowanych przez jedną osobę. W końcu najczęściej zabójca zostawia swoją wizytówkę, wdaje się w grę z organami ścigania. Wreszcie dzielni detektywi wpadają na trop, trochę zabawy w kotka i myszkę, i mamy finał, konfrontację. Schemat? Może i tak, ale się sprawdza i chcemy więcej. A co jeśli opowieść zaczynałaby się w zupełnie innym momencie? W chwili schwytania zabójcy? Nie mówię tu o żadnym prologu, po którym cofamy się do początku serii. Nie, zaczynamy od końca kariery zabójcy i sprawdzamy, co się stanie dalej.

Joann Chaney Autorka „To, o czym nie wiesz” postanowiła zacząć nietypowo – od ujęcia Jacky’ego Seevera. Niepozornego jowialnego pana z brzuszkiem, w którego domu odkryto trzydzieści jeden ciał. Wraz z pochłanianiem kolejnych stron powieści oczywiście dowiadujemy się więcej o Seeverze, samym śledztwie, ale nie ma typowego dla thrillerów napięcia. Czy taki pomysł na powieść ma więc sens?

Zdecydowanie, bo Chaney koncentruje się na tym, jakie wpływ na dalsze życie miał kontakt z taką obrzydliwą personą jak Seever. Historię poznajemy z punktu widzenia trzech bohaterów – detektywa Hoskinsa, który rozpracowywał morderczego Jacky’ego, Sammie Peterson – dziennikarki, która wybiła się na relacjonowaniu sprawy, oraz Glorii Seever – żony skazanego na śmierć Seevera. Dobra, to teraz przeskakujemy siedem lat do przodu. W Denver znowu ktoś zaczyna zabijać. Wszystko wskazuje na Seevera, który jednak siedzi w celi śmierci. Czyżby nowy zabójca, naśladowca? Na tym koncentruje się powieść, więc niby staje się znowu thrillerem, ale najciekawsze jest obserwowanie tego, co zostało ze wspomnianych bohaterów.

Hoskins nie jest gwiazdą wydziału zabójstw, lecz spędza całe dnie w suterenie z nosem w starych aktach. Sammie pożegnała się z gazetą. Jednak nie po to, by napisać książkę czy poprowadzić własny program w telewizji. Nie, musiała zapomnieć o ambicjach – pracuje w galerii handlowej i sprzedaje kosmetyki do make-upu. Natomiast Gloria Seever od siedmiu lat zastanawia się nad swoim związkiem z zabójcą, którego nie potrafi opuścić. Mierzy się też oskarżeniami – w końcu jak ona, najbliższa mu osoba, mogła nie wiedzieć o tych wszystkich okropieństwach?

Wątek poszukiwań nowego zabójcy jest całkiem ciekawy, choć autorka nie stara się na siłę podkręcać tempa. Zakończenie jest dość satysfakcjonujące, ale naprawdę najciekawsze jest obserwowanie jak praca nad sprawą seryjnego zabójcy wpłynęła na bohaterów. Autorka pokazuje, że takich wspomnień nie da się wymazać. Nie można po prostu sobie postanowić, że te wydarzenia nie będą wpływały na nasze życie. Nie są one bowiem elementami pamięci, lecz filtrem, który wypacza rzeczywistość. Chciałoby się powiedzieć, że to, o czym nie wiesz, pozwala ci spać w nocy.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *