James Bond „Warg”

Niezdecydowany 007

W 2015 roku wartość marki James Bond wyceniono na 13 miliardów dolarów. Niezła sumka. Nie może więc dziwić, że powstają kolejne filmy, a spekulacje, który aktor zostanie nowym 007, rozgrzewają fanów popkultury do czerwoności (ukrytych rasistów również – tak à propos kandydatury Idrisa Elby; osobiście uważam, że byłby rewelacyjnym Bondem). Ale bondowskie uniwersum to nie tylko filmy, ale także książki (pisane przez następców autora oryginały – Iana Fleminga), gry wideo czy komiksy. Czy warto sięgać po coś poza swoistym kanonem, czyli oficjalnymi filmami?

„Warg”, pierwszy tom serii pióra Warrena Ellisa, ukazał się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Non Stop Comics. Biorąc pod uwagę, że na następny film z Danielem Craigiem jeszcze trochę poczekamy, trzeba to uznać za całkiem dobry timing. Gdy dowiedziałem, kto jest odpowiedzialny za scenariusz, zacierałem ręce – ostatnio czytałem „Trees” i „Injection” Ellisa. Obie serie pełne są niedopowiedzeń i potrafią zrobić z mózgu niespecjalnie wegetariańskie smoothie. Zastanawiałem się, co zrobi z postacią 007 – liczyłem na konkretnie pokręconą intrygę i nieoczywistego villaina. Dostałem jednak coś zupełnie innego.

Fabuła jest prosta jak budowa cepa. Bond musi dokończyć zadanie po innym agencie z sekcji 00. Wyrusza do Berlina, który jest źródłem podejrzanych narkotyków o nietypowym składzie. Oczywiście na Jamesa w Berlinie czeka podstawiona ekipa, z którą musi się rozprawić. Ile razy już to widzieliśmy? Za dużo – ciśnie się na usta. Ale czytałem dalej, aż wreszcie dotarło do mnie, że Bond to nie tylko marka, ale też (a może przede wszystkim) pewna konwencja. I od razu zacząłem się bawić lepiej.

W „Wargu” Bond jest Bondem – podejmuje się kolejnej misji, przyjmuje pseudonim, a i tak każdy zwraca się do niego James. Taki z niego nieuchwytny szpieg. Mamy też Q (tym razem w wersji à la John Cleese, ale bardziej zdziadziałej), choć w tym wydaniu 007 nie jest specjalnie gadżeciarski – dostaje tylko wyjątkowo skuteczną amunicję. Ale idźmy dalej. Zabawne wymiany zdań? Check. Pościgi? Check. Bond kontra reszta świata? Check. Złol opowiadający swój cały plan? Check.

Bond jest momentami brutalem i można odnieść wrażenie, że sama kreacja będzie bardziej realistyczna. Ale serii zabójstw jakoś przesadnie tego nie przeżywa. Za to stwierdza, że już „Po imprezie. Posprzątane” i wypija bourbona. Trochę jakby Ellis nie mógł zdecydować, w którą stronę pójść. Całość czyta się bardzo szybko, bo wydarzenia łatwo śledzić, a w dodatku cały tom sprawia wrażenie dość krótkiego. Jakby wycięto z niego sporo scen.

Za warstwę graficzną odpowiedzialny jest Jason Masters. Nie kojarzyłem jego twórczości, więc miałem spore oczekiwania – w końcu dostał szansę na pracę nad tak znaną marką. Jego rysunki są poprawne, ale niestety nic więcej – gdy trzeba, Masters potrafić oddać dynamikę sceny, ale pomiędzy panele wkrada się chaos. A w scenach bardziej ekspozycyjnych bywa po prostu biednie – jakby musiał szybko narysować określoną liczbę stron, bo kolejny projekt czeka w kolejce. Chciałoby się zakrzyknąć – Jason, rysujesz Bonda, daj z siebie wszystko! Aż szkoda, że w rysunkach nie ma więcej brudu, mroku integralnie związanego z życiem ludzi często pociągających za spust. Chętnie zobaczyłbym takie rysunki jak doskonałe szpiegowskiej serii „Velvet”. Z drugiej strony skoro historia jest prosta, to może forma nie powinna próbować jej przyćmiewać? Przekaz jest jasny i klarowny. Ale nie mogę nie zastanowić się, jakby z ilustrowaniem całej serii poradził sobie jeden z autorów variantów – Francesco Francavilla. To byłby ciekawy eksperyment – Włoch ma stosunkowo mało komiksowy styl (bardziej kojarzy mi się z oldskulowymi plakatami filmowymi). Nie przeszkodziło mu to jednak zaistnieć w „The Black Mirror” i zmierzyć się z ikoniczną postacią Batmana. Przy okazji polecam też jego autorski album „The Black Beetle”. Swoją drogą, to świetny pomysł, by na końcu tomu umieścić okładki wariantowe, które inaczej trudno dorwać.

„Warg” trochę mnie zawiódł, ale zakładam, że to problemy wieku dziecięcego. 007 to zbyt kultowy bohater, by wciskać go w kolejne schematyczne historie. Liczę, że seria się rozkręci i chętnie sięgnę po kolejny tom.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *