Kawa

Także dla herbatofila

Wyobraźmy sobie taką sytuację – macie regał, taki prosty, z Ikei, a górna półka ugina się od wielkoformatowych albumów. Potem odwiedzacie lokalną księgarnię czy w markecie na moment, sekundę zaledwie, zatrzymujecie się przy stoisku z książkami. Kolejny album woła „kup mnie…!” i chociaż nie przeczytaliście tych poprzednich, to wrzucacie go do koszyka. Możecie się przyznać, to nic wstydliwego, ja też tak robiłem. I trochę podobnie było w przypadku „Kawy” od wydawnictwa Otwarte. Chociaż nie pijam kawy, to na książkę się skusiłem. No bo jak można się nie skusić na taką okładkę?

Książka autorstwa Iki Graboń doskonale sprawdzi się jako tzw. coffee table book, czyli dekoracja z merytoryczną wkładką. Chętnie sięgnie po każdy z gości, który usiądzie niedaleko stolika. Książka zachwyca zdjęciami o nieco analogowym charakterze z pięknym, plastycznym bokehem. Niemal pachną kawą (akurat sam zapach lubię, więc to zdecydowanie komplement).

Po „Kawie” można by się było spodziewać przeróżnych przepisów – a to na perfekcyjne latte, a to pobudzające espresso. A do tego poradnik, jaki kupić ekspres i jaką kawę wybrać na prezent. Książka Iki Graboń to jednak zdecydowanie więcej, niż sam się spodziewałem. Przede wszystkim możemy dowiedzieć się więcej o samej kawie, jej pochodzeniu, selekcjonowaniu, a także… prawdziwym smaku. Sam nie jestem kawoszem, a i tak mam wrażenie, że typowa kawa kojarzy mi się z czymś innym, niż zdaniem autorki powinna. Graboń zdradza nam, jak się zakochała się w kawie. Sporo w tym było przypadku i dlatego jej historia jest wiarygodna i pozwala uwierzyć, że decyzja, by poświęcić ziarnom życie nie była wykalkulowana. Pasja wylewa się z każdej strony.

Autorka wraca do czasów dzieciństwa – wspomina zapachy, które ją w pewnym stopniu ukształtowały. Zachęca też, trenować swoje powonienie – to jeden z najpotężniejszych zmysłów. Swoją drogą, wiecie, że zapach świeżo mielonej kawy zmniejsza negatywne odczucia związane z rywalizacją?

Książka pełna jej wywiadów z przedstawicielami branży kawowej – nie tylko baristami, ale i norwerskim roasterem, sędzią sensorycznym czy właścicielami krakowskiej kawiarni. Nie ma zaskoczenia w tym, że wszyscy podkreślają, że w przypadku kawy najważniejsza jest… sama kawa. Nie sprzęt, umiejętności, ale jakość ziaren. Oczywiście takich ziaren nie zmielimy w zębach i nie zalejemy wrzątkiem, lecz trzeba zadbać o podstawy. Ciekawe są kawowe początki różnych osób. Agnieszka Rojewska spontanicznie złożyła CV w Coffeeheaven, a potem pojawiła się pasja. Natomiast Joanna Larysz przyznała, że pierwszej kawy spróbowała w wieku pięciu lat i wtedy narodziło się uczucie do czarnego napoju.

W albumie nie brakuje rzecz jasna praktycznych porad. Dowiecie się na przykład, jak grubość mielenia wpływa na czas parzenia kawy. Przyznaję, że nigdy o tym nie pomyślałem. W innym rozdziale przeczytacie, jak prawidłowo złożyć filtr do kawy oraz czym się różni chemex od kawiarki czy aeropressu. Jako totalny ignorant nie miałem pojęcia, że kawę można przyrządzić na tyle sposobów.

Przyznajcie się, ile z Was ma na półkach piękne albumy, których nie przeczytaliście? I chociaż kupujecie kolejne, to nie czytacie poprzednich. Uzależniające hobby, ale jakże przyjemne. Plus tych książek jest taki, że nie musimy mieć wyrzutów sumienia – nawet jeśli sam nie skorzystamy z książki, zrobią to goście. Ale w ty przypadku jest ryzyko – goście mogą się rozochocić i zażądać kawy. A po przejrzeniu książki Iki Graboń ich oczekiwania będą bardzo wysokie. A nie chcecie przecież wyjść na kiepskiego gospodarza, prawda?

I wiecie co? Uwielbiam herbatę, ale mam ochotę dać kawie jeszcze jedną szansę.

 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Otwarte.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *