Uczniowie Cobaina

Każdy dobry zespół powinien się rozpaść

Muszę przyznać, że początkowo miałem problem z tą książką. Wszystko przez narrację. Ma bardzo lapidarny charakter. Czym się to objawia? Krótkimi zdaniami. Wystrzeliwanymi myślami. Refleksją, której brakuje między słowami. Ma się dopiero pojawić. Po zamknięciu książki. Ale wystarczyło poczuć ten specyficzny rytm, przebrnąć przez kilkanaście stron, żeby wykreowany przez autora świata mnie pochłonął.

Szybko zrozumiałem, skąd taka, a nie inna narracja. „Uczniowie Cobaina” Miroslava Pecha koncentrują się na ludziach bardzo młodych, przez główną część książki na nastolatkach. W ich życiu zawsze wiele się dzieje, wiele rzeczy jest nowych, a kolejne doświadczenia pojawiają się na zasadzie reakcji łańcuchowej. Czy jest tam miejsce na wspomnianą refleksję? Nie wydaje mi się.

Nie spodziewajcie się wielkiej intrygi, misternie utkanej opowieści, gdzie w pewnym momencie zaczniecie myśleć: „O, ale to się wszystko ładnie spina! Jednak ci bohaterowie w pierwszych rozdziałach nie pojawili się bez powodu!” Autor zrezygnował z wyrazistego wątku głównego, pozwalając, by jego rolę odgrywała tematyka – dojrzewanie.

Główny bohater i jego bliżsi i dalsi znajomi są typowymi nastolatkami. No, może trochę bardziej lubią eksperymentować z różnymi substancjami niż uczniowie liceum (przynajmniej za moich czasów). Jednak najważniejsze nie jest upodobanie do tanich alkoholi czy różnego rodzaju grzybków, lecz fakt, że dzieciaki wszystko, co robią, robią bez większego planu, nie przejmując się konsekwencjami. Są tu i  teraz, a koncepcja przyszłości jest dla nich zbyt abstrakcyjna, zbyt odległa. Ważne jest na przykład zarobić na perkusję dla zespołu, nikt się nie zastanawia, czy za tydzień zespół będzie wciąż istniał. Dorosłym (czy nawet młodym dorosłym) coraz trudniej zrozumieć spontaniczność na tak wysokim poziomie. Szybko tracimy zdolność do przeżywania. Zastępuje je planowanie.

W pewnym momencie jeden z bohaterów pyta: „Czy to moja wina, że muszę kimś zostać?”. Im jest starszy, tym większa jest presja, by jakoś się określić, bo w naszej kulturze takie niedookreślenie jest traktowane jak ułomność. Tymczasem u nastolatków kolejne decyzje pojawiają się nagle, spontaniczne. Sami nie wiedzą, czego chcą, bo są najzwyczajniej w świecie młodzi i takie jest ich prawo. Zadajmy sobie pytanie i spróbujmy szczerze odpowiedzieć – kto w nastoletnim wieku naprawdę widział, co chce robić w życiu?

Miroslav Pech poruszył też jeszcze jedną ważną kwestię – przypomniał, że każdy jakoś zaczynał. Biografie wielkich twórców, zwłaszcza te filmowe, często zakłamują rzeczywistość. Może się wydawać, że sukces przyszedł z dnia na dzień i młodzi-zdolni od początku byli zdolni. Tymczasem często na początku byli młodzi. Ciężka praca, pasja, szczęście, a jeszcze częściej odpowiedni ludzi – to składa się na sukces. I na samym początku czasami wręcz niemożliwe jest ocenić, czy kogoś ten sukces czeka. Wobec braku efektów w tym pierwszym etapie otoczenie szybko próbuje wyplenić ciągoty do działalności artystycznej. Brzmi znajomo?

Nie dajcie się zmylić tytułowi. Chociaż muzyka Nirvany czy Beatlesów odgrywa ważną rolę w życiu bohaterów „Uczniów Cobaina”, chociaż jak wielu nastolatków marzą, by zostać gwiazdami rocka, to nie muzyka jest najważniejsza. Dzieło Miroslava Pecha to przede wszystkim mocno gorzka opowieść o wychodzeniu z niewinności i przygniataniu przez rzeczywistość, w której tak bardzo boimy się spontanicznych czynów, że udajemy, iż ich nie ma.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Stara Szkoła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *