Opowieści makabryczne

Retrogroza

Płodni artyści nie mogą być zbyt wybredni. Jeśli chcą publikować dużo, muszą wyciskać, ile się da z każdego pomysłu, a nie rozkminiać: „hmm, no nie jestem przekonany, czy to jest takie dobre, może jakby tu zmienić relację tych bohaterów, albo jakby przemyśleć, czy to nie jest zbyt absurdalne, a może lepiej w ogóle odpuścić ten pomysł?”. Mam czasami wrażenie, że Stephen King nie rezygnuje z żadnego pomysłu. Całe szczęście, że większość jest całkiem dobra, nawet tak zwane odrzuty, które moim zdaniem posłuży jako baza recenzowanego komiksu.

„Opowieści makabryczne” to zbiór pięciu krótkich historii obrazkowych. Nie jest to nic nowego – komiks wyszedł oryginalnie w 1982 roku. Zresztą wystarczy rzut oka na okładkę czy kilka paneli, by prawidłowo ocenić wiek tego dziełka. Całość jest stylizowana na jeszcze o parę dekad starszą publikację. Estetyka rodem z lat pięćdziesiątych. Mnie nie kupiła, bo jednak w komiksie forma jest dla mnie równie istotna, co treść. Rysunki są dla mnie zwyczajnie za archaiczne. Natomiast taka forma do krótkich historyjek pasuje – kreska jest prosta, podobnie jak fabuła opowiadań.

King, tutaj w roli scenarzysty, w typowy dla siebie sposób sprowadza koszmary na biednych bohaterów. Hmm, czy aby na pewno takich biednych? W pierwszym komiksie dowiadujemy się o mrocznej rodzinnej historii – seniorka rodu zabiła swego ojca, który wcześniej maltretował ją psychicznie, a jakby tego było mało, zlecił zabójstwo jej partnera. Zbrodnię w afekcie tej kobiety można zrozumieć, ale nie ma czynu bez konsekwencji, prawda? Z kolei w „Samotnej śmierci Jordy’ego Verrilla” spoiler znajduje się już w tytule. Bohater niby niewinny, ale parę grzeszków można mu wypomnieć. A King nie należy do osób, które chętnie wybaczają swoim bohaterom. Natomiast „Jak pozostać na fali” to wariacja na temat klasycznego wątku – mężczyzna przyłapuję żonę na zdradzie i postanawia zemścić się na niej i jej kochanku. On już przeżył swoją tragedię – zdradę. Trochę rozumiemy jego zachowanie, wybaczamy mu zemstę. Ale jak wspomniałem – King nie bawi się w półśrodki, więc finał może Was zaskoczyć.

„Opowieści makabryczne” to ten rodzaj opowieści, które muszą skończyć się fatalnie. Jeśli nie w postaci śmierci bohaterów, to chociaż na wyroku na ich psychice. Pomimo tej całej makabry, w komiksach nie brakuje czarnego humoru. Nie współczujemy jakoś bardzo bohaterom, trudno o więź emocjonalną po kilku stronach, ale czasami kibicujemy przeznaczeniu, które bezlitośnie rozprawia się z tymi niegrającymi fair. To wydawnictwo jest niczym niskobudżetowy film klasy B – czasami nachodzi nas ochota na niewymagającą rozrywkę, które nie poświęcamy pełnej uwagi.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Albatros.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *