Persiana

Nie taki daleki ten Bliski Wschód

Kuchnia orientalna często nas odrzuca. Uważam, że są dwa główne powody, dlaczego tak się dzieje. Po pierwsze, lubimy to, co znamy, więc każdą, choć trochę egzotyczną potrawę traktujemy podejrzliwie. Powiedzmy, że przyzwyczailiśmy się do burgerów, takich prawdziwych, z rusztu. I nagle ktoś chce nam wpakować do tego burgera awokado czy ser pleśniowy. I nagle mówimy: „hola, hola, gdzie mnie tu z tą pleśnią?”. Po drugie, jak nas nawet najdzie chęć na kęs egzotyki, to zaraz sami siebie przekonujemy, że wyprawa po nietypowe składniki będzie przypominała podróż Froda do Mordoru, a my po drodze umrzemy z głodu. Jeśli chodzi o pierwszy powód, to po prostu musimy wyjść ze swojej strefy komfortu. Co do drugiego powodu – wystarczy sięgnąć po „Persianę”.

Podtytuł książki Sabriny Ghayour jest zarazem jej najkrótszą recenzją, a brzmi on „Przepisy inspirowane kuchnią Bliskiego Wschodu”. Kluczowe jest słowo „inspirowane”. Celem autorki nie było drobiazgowo odtwarzanie perskich i bliskowschodnich receptur. Wolała stworzyć przepisy, których przygotowanie wymaga co najwyżej wycieczki do supermarketu (plus zdobycia nieco mniej popularnych przypraw).

Każdy z ponad 100 przepisów poprzedzony jest krótkim wstępem. Czasem Sabrina zdradza skąd pomysł na konkretny przepis (np. często zostaje jej nadmiar marchewek, więc wymyśliła pieczone marchewki z miodowo-cytrynowym dressingiem), innym razem przybliża, czym jest dane danie (np. tabuleh to lewantyńska sałatka, z kolei Lewent to kraj na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego (to już mój dopisek, taki ze mnie edukator)). Czasami te krótkie akapity przypominają blogowe wpisy – Sabrina pisze, że unikała wypieków, dopóki słynny piekarz nie poradził jej, jak wyrabiać ciasto, a smak czarnego czosnku poznała na spotkaniu klub kolacyjnego. Nikt nie czyta książki kucharskiej od deski do deski, najczęściej kierujemy się zdjęciami. Te krótkie wstępy sprawiają, że mamy ochotę poznać wszystkie przepisy.

W spisie treści znajdziemy następujące działy: meze i dania do podziału; chleb i zboża; zupy, potrawki i tadżiny; dania pieczona i z grilla; sałatki i warzywa; desery i łakocie. Jeśli szukacie przepisów na aromatycznie i sycące dania, będziecie zachwyceni. A ja oczywiście najbardziej zainteresowałem się działem ze słodkościami. Ale chyba mi się nie dziwicie, skoro znalazłem tam lody pistacjowe z miodem i wodą z kwiatu pomarańczy? Zaciekawił mnie też pudding ryżowy. Nie brzmi to szczególnie apatycznie, ale skórka limonki, pasta z wanilii, uprażone migdały i pistacje to obietnica czegoś znacznie ciekawszego niż zwyczajny pudding. Wolicie coś bardziej egzotycznego? Proszę bardzo – smażone szafranowe koronki z posypka koperkowo-pistacjową. Brzmi obłędnie.

„Persiana” to idealny prezent dla kulinarnych sceptyków, którzy wychowali się na schabowych, a za szczyt egzotyki uznają cynamon w szarlotce. Już same zdjęcia w tej książce sprawią, że pocieknie im ślinka. A jak zobaczą, że przepisy są całkiem proste, a składniki dostępne, zaraz założą fartuch i zaczną pichcić.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Insignis.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *