Astrofizyka dla zabieganych

Bez zadyszki

„Astrofizyka dla zabieganych” ma zaledwie 200 stron. Trochę mało jak publikację poświęconą tajemnicom wszechświata, prawda? W dodatku ma mniejszy format niż większość powieści. Taka forma może dziwić do momentu, gdy spojrzymy na nazwisko autora, którym jest Neil deGrasse Tyson. To znany i ceniony popularyzator nauki. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli chce dotrzeć do laików, musi stawiać na zwięzły przekaz. I tak właśnie zrobił w swojej najnowszej książce.

Czy istnieje coś takiego jak typowy naukowiec? Prędzej można mówić o stereotypach. Najpopularniejszy to poważny naukowiec w marynarce z łatami na łokciach. Poważny i poważnie traktujący swoją pracę. Mamy też stereotyp naukowca szaleńca, ale ten jest rozpowszechniony raczej w popkulturze. Natomiast Tyson to naukowiec przystępny, który jest zwyczajnym człowiekiem, a do tego geekiem i wcale się tego nie wstydzi – już na 39 stronie przyznaje, że miał nerdowską koszulkę z napisem „przestrzegam prawa powszechnego ciążenia”.

Autor dopiero na ostatnich stronach pisze, dlaczego w zasadzie każdy powinien interesować astrofizyką. Prawda jest taka, że bez ciekawości, jakie kosmiczne prawdy zostały jeszcze pozostały do odkrycia „(…) nie różnimy się niczym od zaściankowego rolnika, który nie wyściuba nosa poza swój powiat, bo jego kilkanaście hektarów daje mu wszystko, czego potrzebuje. A jednak gdyby wszyscy nasi przodkowie mieli takie podejście, rolnik ten mieszkałby w jaskini i gonił swój obiad z kamieniem i patykiem w ręku”. Kosmiczna perspektywa sprawia, że przestajemy traktować się jak pępek (wszech)świata. Pomaga nabrać pokory. Każe zastanowić się nad przeszłością, ale przede wszystkim przyszłością naszego gatunku.

Tyson pisze lekko i błyskotliwie (choć nie próbuje robić stand-upu – zależy mu na jasnym przekazie). Opowiada o początkach wszechświata, ciemnej energii, ciemnej materii (i czemu jest tak istotna dla funkcjonowania… wszystkiego), ale nie stroni od sugestywnych porównań np.: „(…) pojedyncza subatomowa cząstka niesie dostatecznie wiele energii, żeby wbić piłeczkę golfową do dołka z odległości kilkunastu metrów z dowolnego miejsca na greenie”. W książce nie brakuje też anegdotek. Jedna szczególnie zapadła mi w pamięć:

„Kilka lat temu w Pasadenie w Kalifornii zamówiłem w cukierni gorące kakao na dobry sen, oczywiście z bitą śmietaną. Kiedy znalazło się przede mną na stole, nie było w nim ani śladu śmietany. Powiedziałem o tym kelnerowi, a on na to, że jej nie widzę, bo opadła na dno. Ale przecież bita śmietana ma małą gęstość i unosi się na powierzchni każdego spożywanego przez ludzi płynu. Zaproponowałem więc kelnerowi dwa możliwe wytłumaczenia: albo ktoś zapomniał dodać bitej śmietany do mojego napoju, albo prawa fizyki w jego lokalu tracą uniwersalność. Nieprzekonany kelner, żeby dowieść swoich racji, bezczelnie przyniósł porcję bitej śmietany. Zakołysawszy się raz czy dwa, śmietana wypłynęła na powierzchnię i spokojnie się na niej unosiła.

Jakie jeszcze trzeba dowodu na uniwersalność praw fizyki?”

Fizyka zajmuje się badaniem (i odkrywaniem) zasad, które rządzą światem, więc to naturalne, że powinniśmy się nimi interesować. Czasami ludzie wytykają innym, że nie obchodzi ich własny kraj, nie interesują się polityką czy gospodarką. Skoro to uznajemy za ignorancję, to jak nazwać brak zainteresowania własnym wszechświatem i to w czasach, gdy wiemy o nim tak wiele, a dostęp do informacji jest tak duży?

„Astrofizyka dla zabieganych” faktycznie skierowana jest do zabieganych. Książkę czyta się szybko, a część rozdziałów można czytać niezależnie od innych – to ważne, bo jeśli nie czujemy się na siłach, żeby przeczytać całą książkę o tej tematyce, nie warto w ogóle rezygnować z lektury. Nie bądźmy ignorantami. Słońce jest jedna ze stu miliardów gwiazd w naszej galaktyce. A we wszechświecie galaktyk jest ponad sto miliardów. Musimy patrzeć dalej.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Insignis.

1 thought on “Astrofizyka dla zabieganych

  1. Cieszę się, że wychodzi teraz dużo książek o różnych dziedzinach fizyki skierowanych do zwykłych ludzi, niekoniecznie magistrów w danej dziedzinie. Odpowiednio zaprojektowana i napisana książka może rozbudzić w młodym człowieku iskrę zainteresowania nauką, jak to się stało w moim przypadku dawno temu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *