Duch Gaudiego

Katalońska pulpa

Filmom akcji sporo wybaczamy. Nawet jeśli fabuła jest zwyczajnie idiotyczna, to zawsze znajdzie się ktoś, kto powie nieśmiertelnie: „To tylko akcyjniak, nie wybrzydzajcie”. Przez takie podejście rozrywkowe produkcje są coraz bardziej prymitywne (bo nikomu nie zależy na trzymaniu poziomu), a cały gatunek traktowany jest jak sztuka drugiej jakości. Dlatego tak cieszy mnie każdy film, książka czy komiks, które nie traktują swojego gatunku jak wymówki. „Duch Gaudiego” to świetny thriller, który sprawi, że przestanie traktować Barcelonę jak idealne miasto na wakacyjny wypad.

„Barcelona jest przesiąknięta Gaudim, inspektorze. Nie, nie chodzi mi o to, że jego dzieła są wszędzie dookoła. Gaudi w jakimś sensie jest Barceloną. Jego wizja, jego geniusz nadały kształt duszy tego miasta” – mówi jeden z bohaterów komiksu. Trudno się nie zgodzić. Dlatego, gdy na początku historii niepozorna kasjerka Antonia ratuje przed potrąceniem starszego pana przypominającego Gaudiego (a może samego Gaudiego…?) i okazuje się, że w latach dwudziestych na tym samym przejściu słynnego architekta potrącił tramwaj, to wiemy, że nie może być w tym przypadku. W tym samym czasie tajemniczy zabójca zaczyna likwidować kolejne osoby. Tak, dobrze zgadliście – ofiary są powiązanie z Gaudim, a raczej z kiepskim traktowaniem jego dzieł.

Komiks ma nieco 100 stron i opowiada historię, która zmieściłaby się w jednym dobrze zmontowanym odcinku serialu proceduralnego. Nie ma więc miejsca na pogłębioną charakterystykę bohaterów, ale to nie problem – tych najważniejszych poznajemy szybko i są na tyle wyraziści, byśmy sporo mogli sobie dopowiedzieć. Nie brakuje beznamiętnego inspektora policji, który rzuca wszystko, by zająć się priorytetowym śledztwem. Mamy też eksperta od Guadiego, konesera jego twórczości, czy dziennikarzy, którzy próbują jak najszybciej przygotować materiał o morderstwach. Nie pogubicie się, historię będziecie pochłaniać błyskawicznie. Zachęcam jednak, żeby nie kartkować tego komiksu, a poświęcić czas na podziwianie kadrów. Tak, podziwianie.

Za oprawę graficzną odpowiedzialny jest Jesus Alonso Iglesias. Nie znałem wcześniej jego twórczości. Jest styl skojarzył mi się z pracami Pierre’a Alary’ego (przygody Silasa Coreya). Kreska Iglesiasa jest nieco cartoonowa, postacie cierpią nad nadekspresję, rysy mają wyraziste, a całość jest dzięki temu niezwykle klarowna. Dlatego tak łatwo śledzi się szybką akcję. W dodatku Iglesias dokonał świetnej interpretacji dzieł Gaudiego – są rozpoznawalne na pierwszy rzut oka, hipnotyzują, a jednocześnie w ogóle nie odstają od całej reszty. Warto też zwrócić uwagę na fantastyczne kolory – pasują do roztańczonej Barcelony, lecz nie wydaniu weekendowo-turystycznym, a rytualno-dekadenckim. Mógłbym czytać same komiksy z takimi rysunkami. Rewelacja.

Pewnie wielu osobom „Duch Gaudiego” skojarzy się książkami Dana Browna – dużo akcji, spisek i znana historyczna postać w tle. Jednak recenzowany komiks przede wszystkim ma znacznie więcej klasy. I nie przypomina przewodnika National Geographic z fabułą. Intensywna historia daje sporo radości, ale jednocześnie skłania do refleksji – kiedy kończy się podziw dla twórcy, a kiedy zaczyna się obsesja. Trudno też nie zadać sobie pytania, czy potrafimy dbać o spuściznę wielkich artystów.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics.

PS. Na samym końcu komiksu znajdziecie making ofy – odrzucone okładki, trochę szkiców i parę słów komentarza od twórców. Świetne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *