W starym stylu

Poprawna niepoprawność

W Hollywood robią się coraz bardziej leniwi. Jesteśmy atakowani przez kolejne sequele, remake’i i rebooty. A jak dostajemy już coś nowego, to często okazuje się, że znowu ktoś poszedł na skróty. W jakiś sposób? Na przykład, kompletując imponującą obsadę (która zagwarantuje zainteresowanie mediów i kinomanów), ale zaniedbując całą resztę.

W recenzowanym filmie w rolach głównych występują Michael Caine, Morgan Freeman i Alan Arkin. Każdy z nich ma co najmniej jednego Oscara na koncie. Zapowiada się świetnie, prawda? Obsadzono ich jednak w rolach starszych, prostolinijnych panów, którzy próbują się jakoś odnaleźć na emeryturze. Nie mają jak aktorsko się wykazać, bo są chodzącymi stereotypami. Każdy z nich ma dla kogo żyć – czy to będzie zdolna wnuczka, czy wieloletni przyjaciele. Problem w tym, że ich były pracodawca przestaje płacić, a stosy rachunków rosną. Wtedy Joe Harding (Michale Caine) wpada na niedorzeczny pomysł –  by obrabować bank i wziąć to, co im się należy (tym bardziej, że bank współpracuje z ich byłą firmą). Joe sam był świadkiem napadu, znalazł się w samym jego centrum i stąd inspiracja.

Pomysł jak pomysł, na pewno dałoby się z niego coś z niego wykrzesać, bo chociaż gatunek heist movie nakłada sporo ograniczeń, to w jego ramach można stworzyć naprawdę satysfakcjonującą produkcję (za takie uznaje m.in. „Ant-Mana” i „Incepcję”). „W starym stylu” to w założeniu film, w którym starsi panowie robią rzeczy mocno niepoprawne, ale sam film nawet nie próbuje być czymś więcej niż poprawną produkcją. I to jego największy problem. Wszystko je poprawne i na swoim miejscu. Wiemy, czemu mamy kibicować bohaterom. Usprawiedliwiamy ich działania. Widzimy początkową nieporadność i późniejszy wzrost umiejętność i pewności siebie. Ale nic nas nie zaskakuje.

Reżyserem filmu jest Zach Braff, którego możecie kojarzyć z roli J.D. w serialu „Scrubs”. Wiem, że nie odpowiadał ze scenariusz „W starym stylu”, ale biorąc pod uwagę, jak zakręcone było „Scrubs” (pełne absurdalnego humoru, ciętych dialogów, a nieraz ciekawych zabiegów formalnych), naprawdę dziwi, że we własnym filmie był tak grzeczny. „W starym stylu” nie jest ani społecznym komentarzem, ani szczególnie udaną komedią czy filmem akcji. To film, który stacje telewizyjne puszczają w ciągu dnia w sobotę. Można obejrzeć, uśmiechnąć się parę razy, więc w sumie dobrze, prawda? Ale można też wyjść z pokoju, zrobić sobie herbatę, zadzwonić do przyjaciela, a potem wrócić i bez poczucia straty oglądać dalej. Chyba żaden twórca nie chciałby, żeby tak traktowano jego dzieło.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Galapagos.

PS. Natrafiłem gdzieś na informację, że ten film także jest swego rodzaju remake’iem produkcji sprzed paru dekad. To by było tyle, jeśli chodzi o oryginalność.

 

1 thought on “W starym stylu

  1. Po pierwsze – rewelacyjna stylówa 🙂
    Po drugie – szkoda, że film okazał się lekkim fiaskiem bo bardzo liczyłam na dobre kino po zobaczeniu nazwiska Caine i Freeman razem. Naoglądałam się ich wywiadów podczas promowania filmu… a teraz trochę odechciało mi się oglądać. Mam nadzieje, że obaj panowie nie skończą w żenujących komediach tak jak Robert De Niro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *