Pudełko z guzikami Gwendy

Akcelerator dojrzewania

Bezstresowe wychowanie, unikanie odpowiedzialności, niechęć do opuszczania rodzinnego gniazda – Stephen King (wraz z Richardem Chizmarem) nie porusza tych tematów w swojej najnowszej noweli, a jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że myślał o nich podczas pisania. „Pudełko z guzikami Gwendy” to całkiem niezła opowieść o dorastaniu, ale zacznijmy od początku.

Tytułową Gwendy poznajemy, gdy jest nastolatką, dla której największym problemem jest nadwaga i przezwisko Goodyear (wiecie, jak te opony). Młodego człowieka takie błahostki potrafią zniszczyć, więc coś próbuje z tym zrobić – regularnie wbiega na okoliczne wzgórze, by spalić trochę kalorii. Pewnego razu spotyka tam tajemniczego jegomościa w kapeluszu, który za bardzo się spoufala, żeby to uznać za normalne. Po krótkiej wymianie zdań wręcza Gwendy niezwykłe pudełko, które potrafi wypluć z siebie czekoladowe dzieła sztuki o niezwykłych, poskramiających apetyt właściwościach. Pudełko potrafi też pełnić funkcję małej mennicy i produkować srebrne dolary. Jednak przede wszystkim pudełko wyposażono w kilka guzików, które są odpowiedzialne za poszczególne kontynenty. Nie wiemy, co się stanie, jeśli któryś zostanie naciśnięty, ale nie można wykluczyć nuklearnej zagłady. Jest też wyjątkowy przycisk, któremu właściciel pudełka jest teoretycznie nadać dowolną moc.

Władza nie zawsze deprawuje. Jednak mamy świadomość, że w każdej chwili moglibyśmy jej nadużyć. Podobnie jest z rewolwerem schowanym w szufladzie biurka. Przecież nie mamy zamiaru go używać. Ale możemy. Pudełko w rękach Gwendy jest niczym gotowa do użycia broń. Potrzeba ogromnej siły woli, żeby jednak tego nie robić. Dziewczyna musi szybko wydorośleć. Nie może z nikim podzielić się prawdą o pudełku. Nie może zrzucić tej odpowiedzialności. Choć nie jest pewna, że pudełko ma taką władzę, o jakie opowiadał pan w kapeluszu, to boi się ryzykować. Co rusz podejmuje kolejne decyzje, których typowemu nastolatkowi udawałoby się unikać przez kilka kolejnych lat.

Chociaż Gwendy nie nadużywa mocy pudełka, w życiu układa się jej coraz lepiej. Nadwaga staje się przeszłością, osiąga znakomite wyniki w sporcie, myśli z optymizmem o studiach. Pytanie, czy zawdzięcza to w jakimś sposób pudełku i jego nadprzyrodzonym mocom, czy samej sobie. To chyba najważniejsze pytanie, jakie zadają Stephen z Richardem. Z drugiej strony, to jedno z tych pytań, na które nie da się odpowiedzieć. I najtrudniejsze nie jest znalezienie odpowiedzi, lecz pogodzenie się z tym, że nigdy sami sobie je nie udzielimy.

King lubi obyczajowe wtręty chyba nawet bardziej niż grozę, ale umówmy się – większości kojarzy się z horrorami. W przypadku „Pudełka z guzikami Gwendy” też spodziewałem się jakiegoś twistu, który tę utrzymaną w jednym tonie opowieść obróci do góry nogami. Jednak go nie dostałem. Czuję z tego powodu lekki niedosyt, ale nie wiem, czy słusznie. Może byłoby inaczej, gdy nowela była jednak (mikro)powieścią. Obecnie za często przypomina kronikę, a za rzadko chwytająca za serce opowieść za gatunku coming of age. Autorzy chcą i muszą przeskakiwać kolejne etapy życia Gwendy i robią to bardzo sprawie. Jednak przy dużej prędkości tło trochę się rozmywa. A przecież to w tych plamach skrywają się rozpuszczone emocje.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Albatros.

Dodaj komentarz