Black Monday Murders #1

W tej krwi płyną pieniądze

Sława ma swoją cenę. Bogactwo również. Najczęściej mamy na myśli uszczerbek na zdrowiu (i fizycznym, i psychicznym), rozpad rodziny czy w ostateczności śmierć z ręki fanatyka, który przeszedł na ciemną stronę mocy. Wspomnianą cenę traktujemy jednak jako coś metaforycznego albo nieprzyjemne konsekwencje, których czasem da się uniknąć. A co jakby tę ceną potraktować bardzo dosłownie? A co gdyby istniał konkretny sposób, by stać się milionerem, i cennik z rozpiską, co można zdobyć za konkretną ofiarę?

Tak, dobrze przeczytaliście – ofiarę, w ludzkiej postaci. Samo słowo „ofiara” doskonale pasuje do świata wykreowanego przez Jonathana Hickmana w komiksie „Black Monday Murders”. Udanie miesza w nim kryminał noir z okultystycznymi klimatami i thrillerem ekonomicznym. Z tym ostatnim może przesadziłem, ale historia zaczyna się od roku 1929 i wielkiego krachu na giełdzie. Okazuje się, że wszystko wyglądało inaczej, niż jest nam to przedstawiane, a swoje palce macał w tym wielki Mammon.

W naszych czasach dochodzi do morderstwa. Ginie członek zarządu jednego z największych, najbardziej chciwych banków. I znowu nie ma w tym nic przypadkowego, co szybko odkrywa detektyw Theo Dumas. Jego przodkowie praktykowali voodoo, ale czy to wpływa na jego niezwykłą skuteczność? Odpowiedzcie sobie sami, ale Theo ma na koncie następującą akcję – w biały dzień zastrzelił na ulicy niepozornego cywila, który, jak się później okazało, w niepozornym mieszkaniu trzymał osiem ludzkich głów. Tak czy inaczej, Theo próbuje rozwikłać zagadkę, a zabójstwo Daniela Rotshchilda sprawia, że do gry wraca jego siostra Grigoria, która przez lata była skazana na swoiste wygnanie. Hickmann lubi skakać między wydarzeniami i różnymi planami czasowymi. Trafiamy też do lat osiemdziesiątych w przededniu zburzenia muru berlińskiego. Idealny moment, by dwie organizacje finansowe (a zarazem dwie swoiste szkoły magii) dokonały fuzji. Wszystko po to, by zyskać jeszcze większą władzę.

Zazwyczaj potraktowanie czegoś dosłownie spłyca dany temat. Wszyscy wiemy, że pieniądze równają się władzy. Pokazanie rekinów finansjery jako dokonujących rytuałów szarlatanów jest niezwykle satysfakcjonujące. Łatwiej ich znienawidzić i o to bez poczucia małostkowej zazdrości, że oni mają wszystko, a my musimy myśleć o przetrwaniu do pierwszego. Wprowadzenie elementów nadprzyrodzonych nie uczyniło tych postaci jednowymiarowymi. Dzięki stali się jeszcze bardziej, nomen omen, diaboliczni, wyrachowani i przerażający.

O świecie przedstawionym dowiadujemy się z poszczególnych stron niewiele. Sami musimy poskładać te strzępki informacji o rytuałach, celowości krachów finansowych czy słynnych rodach, które nie chcą rozcieńczać swojej krwi. Oprócz samych kadrów dostajemy też dodatkowe strony na przykład z fragmentami przesłuchań czy pamiętników bohaterów. Pojawiają się też drzewa genealogiczne czy opisy hierarchii w poszczególnych szkołach. Dzięki temu udaje się uniknąć ekspozycyjnych dialogów. Co prawda te wszystkie wstawki są trochę zbyt częste i wytrącają z klimatu, ale jednak urozmaicają formę komiksu i zachęcają do ciągłego główkowania, a czasem cofania się o kilka czy kilkanaście stron, by potwierdzić swoje przypuszczenia.

„Black Monday Murders” nie robiłoby takiego wrażenia, gdyby nie rysunki Tomma Cokera. Poszarpana narracja domagała się równie poszarpanej kreski i szlajających się kolorów. Wszystko tonie w przygaszonych barwach i półcieniach. Świat, w którym jest tyle tajemnic, musi być nieco ukryty przed oczami czytelnika. Cokerowi udało się to doskonale. We wszystkich kadrach czai się niepokój i nawet gdy widzimy profesora prowadzącego wywiad z ekonomii, czujemy nieprzyjemny dreszcz na plecach.

„Black Monday Murders” to bardzo pozytywne zaskoczenie. Początkowo oczekiwałem mrocznego kryminału z nadprzyrodzonym wątkiem, ale historia, którą dostałem, jest nawet ciekawsza. Z przyjemnością zobaczę, jak Hickman dalej rozwija zapoczątkowaną mitologię. Może w kolejnych tomach będzie nieco mniej przekombinowana. Mniej pewnie będzie tajemnic, bo na niewypowiedziane pytania trzeba wreszcie zacząć odpowiadać, ale oznacza to więcej akcji, a w wydaniu takich zakochanych w rytuałach bohaterów może to być jeszcze bardziej wciągające.

Polskim wydawcą komiksu jest Non Stop Comics.

Dodaj komentarz