Paper Girls #2

Co by było gdyby

„Paper Girls” notoryczne porównywane jest do „Stranger Things”. To tak łatwe, że aż trudno się oprzeć. W końcu pozornie to podobne opowieści – lata osiemdziesiąte, nastolatkowie na rowerach (chociaż w przypadku komiksu same dziewczyny), małe miasteczko i tajemnicze zjawiska. Tylko że już pod koniec pierwszego tomu „Paper Girls” bohaterki przenoszą się do teraźniejszości, a to dopiero początek zabaw z czasem. Obie produkcje bezwstydnie wykorzystują efekt nostalgii, ale dla „Paper Girls” to tylko setting. A serial Netflixa na nostalgii żeruje (ale i tak obejrzałem sezon w dwa dni).

Drugi tom komiksu Briana K. Vaughana wykorzystuje dość popularny, ale wciąż ciekawy motyw – co by się stało, gdybyśmy poznali swoją przyszłość. Czy gdybyśmy, będąc nastolatkami, dowiedzieli się, że w wieku dwudziestu lat umrzemy na białaczkę, zmotywowałoby to nas do działania, życia pełnią życia i upartego szukania lekarstwa, czy wręcz przeciwnie – popadlibyśmy w depresję? Scenarzysta nie koncentruje się na tym motywie, za ważniejsze uważa stałe popychanie akcji do przodu, ale trudno nie pochylić się nad rozważaniami nastolatek rzuconych w inne czasy. Nie brakuje też ich reakcji na nieznaną im rzeczywistość przyszłości – samochody, urządzenia, architekturę. To również mało odkrywczy wątek, ale przypomina, jak często mylimy się w swoich wyobrażeniach na temat cywilizacyjnego postępu. W końcu łatwo zapomnieć, że oryginalny „Blade Runner” rozgrywał się w 2019 roku.

Zarówno „Stranger Things”, jak i „Paper Girls” stawiają na suspens. Starają się mówić nam jak najmniej – tak budują napięcie, niedomówieniami wciągają nas w fabułę. Tyle że w ST długo balansujemy na granicy, zastanawiamy się, czy naprawdę mamy do czynienia z czymś nadprzyrodzonym, a dorośli to negują. Natomiast w „Paper Girls” szybko pojawiają się przybysze z innego wymiaru/czasu (to już musicie sobie doczytać), trup ściele się gęsto, a niebo rozrywa skrzek pterodaktyli. To jazda bez trzymanki, w której nie ma miejsca na chwilę oddechu.

Jak wspomniałem, drugi tom koncentruje się przygodach Erin, Tiff i Mac w teraźniejszości. Próbują zrozumieć, co w zasadzie się stało, dlaczego przeniosły się w czasie. Sprzymierzają się z dorosłą Erin i poszukują zaginionej w czasoprzestrzeni KJ. Wizualnie znowu jest odurzająco. Niby w kinie mamy modę na neonowe kolory, ale w tym przypadku nie ma mowy o neonach, retro blasku i psychotropowych cukierkach. Chociaż te ostatnie, znalezione gdzieś w piwnicy, pokryte warstwą kurzu jakoś w naturalny sposób pasują do „Paper Girls”. Niby oldskulowo, a jednak świeżo.

Polskim wydawcą komiksu jest Non Stop Comics.

Dodaj komentarz