Giant Days #2

Festiwal nieogarnięcia

Po drugim tomie „Giant Days” awansowało na jedną z moich ulubionych komiksowych serii. Takiej bezpretensjonalności próżno szukać w młodzieżowych produkcjach. Przygody Daisy Wooton, Esther De Groot i Susan Ptolemy urzekają naturalnością i brakiem pudru. A fakt, że wszystko obserwujemy to z kobiecej perspektywy, wciąż jest odświeżający.

„Obudźcie mnie, jak będzie po wszystkim” – tak brzmi tytuł tego tomu i tak też mogłoby brzmieć jego najkrótsze streszczenie. Nasze ulubione studentki koncentrują się na tym, żeby po prostu przetrwać. Są młode, same jeszcze nie są pewne, czego chcą od życia, więc czy możemy je winić za brak jakichś większych życiowych planów? Od dramy do dramy, od egzaminu do egzaminu – to ich codzienność, której możemy posmakować. Nie brzmi to może ekscytująco, ale dziewczyny są na tyle wybuchowe i nieogarnięte, że ukrywanie chłopaka przed koleżankami robi się nie mniej ciekawe od szpiegowskich wątków w komiksach sensacyjnych.

Podobnie jak w pierwszym tomie brakuje jakiegoś głównego wątku – poszczególne rozdziały kojarzą się odcinkami serialu, które sprawdzają się jako samodzielne opowieści. I tak na przykład w rozdziale szóstym obserwujemy historię zatargu Susan z lokalną uzdrowicielką/hochsztaplerką z jej rodzinnego miasta. Z kolei rozdział siódmy koncentruje się na Esther, która tak jakby zapomniała, że chociaż małą częścią studiowania powinno być uczęszczanie na zajęcia, i obawia się, że może wylecieć ze studiów. W tym samym czasie jej przyjaciel Ed Gemmell próbuje wyjść z tradycyjnej roli miłego chłopaka, bo od dawna jej zakochany w dziewczynie. Niby klasyczny wątek, ale w „Giant Days” jakoś nie razi.

Cartoonowa kreska wciąż jest świetna, cieszy oko, a dzięki przerysowaniu pozwala wyobrazić sobie dziewczyny jako wyraziste bohaterki udanego sitcomu. Warto jedna zauważyć, że tylko połowa drugiego tomu została narysowana przez Lissę Treiman, którą znamy z początku serii. Rozdziały 7 i 8 to już dzieło Maxa Sarina. Sarin stara się odtworzyć styl oryginalnej rysowniczki, ale brakuje nieco cudnej lekkości z pierwszych zeszytów.

Drugi tom „Giant Days” mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim, którzy szukają odskoczni od cięższych klimatów – komiksowych, powieściowych czy filmowych. Gwarantuję, że nie raz się uśmiechnięcie, a parę razy parskniecie. A jeszcze częściej będzie sobie przypominać, jak to było, gdy czekaliście, by było już po wszystkim.

Polskim wydawcą komiksu jest Non Stop Comics.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *