Kształt wody

Niemy protest

Oscarowy film Guillermo del Toro to niezwykła baśń dla dorosłych. Chociaż nie dominują w niej lekkie tematy, to nie mamy wątpliwości, że wszystko rozgrywa się w rzeczywistości, w której zło często ma nieco umowny charakter, a na końcu winni ponoszą karę. W przypadku książki „Kształt wody” Daniela Krausa zło jest dużo bardziej namacalne. Wciąż mamy do czynienia z baśnią, ale psychologiczna głębia bohaterów jest zdecydowanie większa. I bardziej niepokojąca.

Recenzowana powieść nie powstała na podstawie filmu. A film nie powstał na jej podstawie. O co więc chodzi? Powieść i scenariusz powstawały jednocześnie, a bazą obydwu był wspólny pomysł Krausa i del Toro (stąd nazwisko reżysera na okładce). Oba dzieła opowiadają tę samą historię, ale w nieco inny sposób i koncentrując się na innych postaciach. W filmie najważniejsza jest niema woźna Elisa, która nawiązuje więź z wodnym stworem trzymanym w tajnym laboratorium. Natomiast w książce równie istotny jest Richard Strickland – były żołnierz, który osobiście schwytał stwora w amazońskiej puszczy. Poznajemy jego motywacje, tragiczną przeszłość, przez którą stracił przyszłość. Na ekranie Richard (w interpretacji Michaela Shannona) jest charyzmatycznym czarnym charakterem, który głównie przeraża swoimi decyzjami. W powieści przeraża także myślami, ale jednocześnie trudno mu nie współczuć – oczywiste jest, że stracił kontrolę nad swoim życiem.

„Kształt wody” doskonale pokazuje życie ludzi wykluczonych. Elisa jest niema, jej przyjaciel Giles jest gejem, a przyjaciółka Zelda – czarnoskóra. Historia rozgrywa się w latach sześćdziesiątych i każde z nich musi sobie radzić z innym rodzajem wykluczenia. Autor sporo czasu poświęca także żonie Stricklanda (w filmie prawie nieobecnej), której wątek ciekawie wykorzystuje motyw emancypacji kobiet. I chociaż Lainie zdobywa pracę i trochę swobody, to na pierwszy plan wysuwa się jednak to, jak bardzo czuje się zniewolona przez narzuconą jej odgórnie rolę życiową – matki i gospodyni domowej.

Orientacja seksualna czy kolor skóry obecnie mają nieco mniejsze znaczenie niż kilka dekad temu, ale ułomność Elisy jest ponadczasowa. Może się komunikować, ale nie może zostać wysłuchana. Łatwo się kogoś takiego ignoruje. Łatwo się kimś takim rządzi. W pewnym momencie jeden z bohaterów mówi do niej: „Założę się, że potrafiłbym tak zrobić, żeby pani pisnęła. Chociaż trochę…”. Gdy ktoś nie zgłasza sprzeciwu, nie może tego zrobić, traktujemy to jako przyzwolenie. I to się nie zmieniło, dlatego „Kształt wody” jest tak aktualny.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *