Życie na maksa

Formuła 1 bez tajemnic

Nigdy nie byłem fanem Formuły 1. W ogóle sporty motorowe nigdy nie znalazły miejsca w moim sercu – ciężko mi je uznać za sport, gdy aż tyle zależy od maszyny. Dlaczego więc sięgnąłem po autobiografię Jensona Buttona? Interesuje mnie każda historia sukcesu – wyjątkowej mieszanki talentu, szczęścia i poświęcenia. A poza tym byłem ciekawy, czy ktoś, kto żył wyścigami, jest w stanie mnie do nich przekonać.

Jenson jest brytyjskim kierowcą, który od pierwszych lat spędzonych w małej mieścinie Frome w hrabstwie Somerset fascynował się wyścigami. Bardzo szybko wylądował na torze kartingowym, a potem szybko wspinał się po szczeblach kariery i startował w coraz bardziej profesjonalnych kategoriach, by w końcu zostawić karting dla wyścigów samochodowych, a finalnie dla Formuły 1, o której tak długo marzył. Chociaż w tym przypadku długo jest względne, bo zadebiutował w Grand Prix już w wieku dwudziestu lat.

Struktura autobiografii jest dość klasyczna – Jenson opowiada o swoim dzieciństwie, siostrach i rodzicach, którzy rozwiedli się kilka lat po jego narodzinach. Rozwód nie pchnął go jednak w stronę matki czy ojca – obydwoje poczuwali się równie mocno do obowiązku. Jednak gdy tylko rozpoczął zmagania na torze kartingowym, z ojcem połączyła go dodatkowa więź. Wyścigowe hobby nie mogło dziwić – John Button sam startował w wyścigach, sprzedawał samochody, a później prowadził warsztat. To naturalne, że syn poszedł w jego ślady.

Autor książki podkreśla, że ojciec nigdy nie zmuszał go do ścigania, nie próbował realizować swoich ambicji przez syna. Oferował mu tylko (i aż) absolutne wsparcie, podkreślając, że powinien pojawiać się na torze, póki sprawia mu to frajdę. Tytuł ojca roku murowany. Trudno jednak uwierzyć, że Button senior naprawdę potrafił odciąć się od kolejnych sukcesów syna. Jenson sam przyznaję, że zdarzyło mu podsłuchać, jak podczas powrotu z nieudanego wyścigu ojciec powiedział, że jego syn „może nie mieć w sobie tego czegoś”. Nastoletni chłopak potraktował to jako wjazd na ambicję i jeszcze bardziej przyłożył się wyścigów (które były w tym momencie już całym jego życiem). Autor twierdzi, że tych słów nie odebrał jako krytyki, lecz potężną inspirację. Nie zapominajmy jednak, że wszyscy podświadomie obawiamy się, że zawiedziemy rodziców.

 

W „Życiu na maksa” znajdziecie dość szczegółowy, chronologiczny opis kariery Jensona. Dowiecie się, jak wyglądały poszczególne wyścigi, negocjacje z kolejnymi zespołami, ciągła walka z bolidami i samym sobą. Bycie kierowcą Formuły 1 to także szereg poświęceń i w efekcie samotne życie. Jenson nie pisze o tym wprost, koncentrując się na zwycięstwach, miejscach na podium, punktach w kwalifikacji generalnej. Poświęca tym kwestii mnóstwo miejsca. Łatwo jest wyczuć swoisty brak życia emocjonalnego. Przy tak intensywnych planach dnia zwyczajnie nie było na nie czasu. Taka jest cena sukcesu czy nawet nie sukcesu (Jenson zdobył tylko jeden tytuł mistrza świata), lecz utrzymywania się w czołówce.

Czy „Życie na maksa” przekonało mnie do Formuły 1? Hmm, na pewno lepiej zrozumiałem wyzwania stojąca przed kierowcami i doceniłem ich pracę. Z drugiej strony sam Jenson wielokrotnie podkreślał, że niewystarczająco dobry samochód przekreślał jego szansę na zwycięstwa. Jednak jego autobiografia pozwoliła mi zapoznać się z kolejną długą drogą, którą musi przejść każdy, komu marzy się ogólnoświatowy sukces. Button osiągał na torze kosmiczne prędkości, ale pierwsze lata kariery ciągnęły się w nieskończoność. Sztuką jest nie zboczyć wtedy z obranego toru. Jenson Button pozwoli wam poczuć niespokojną, podniecającą atmosferę przed i w trakcie wyścigu. Poczujecie tę adrenalinę, rosnące obroty silnika, drżenie bolidu i ogłuszający ryk wiwatujących kibiców. Zrozumiecie, na czym polega życie na maksa.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Insignis.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *