Zabij albo zgiń #2

Mroczne powołanie

W większości opowieści o mścicielach mamy pokazanego bohatera funkcjonującego poza prawem, który przechodzi jakiś kryzys albo popełnia błąd, który kieruje na niego jego reflektory opinii publicznej. Generalnie coś się psuje w dobrze naoliwionej maszynie. W „Zabij albo zgiń” jest zupełnie inaczej. Widzimy początki Dylana jako samozwańczego mściciela… i nic nie idzie tak, jak sobie zaplanował. O ile w ogóle możemy mówić o planie, bo Dylan działa spontanicznie, bez większego przygotowania. Nawet gdy wydaje mu się, ze wspina się na taktyczne wyżyny, szybko okazuje się, że doświadczenie i moralny background są nie do przecenienia – wszak studenciak z problemami to średni materiał na nieuchwytnego mściciela.

Nie udaje się wszystko, co może się nie uda. Dylan ofiary wybiera praktycznie przypadkowo, bez zastosowania klucza, co powinno mu zapewnić swego rodzaju anonimowości. Wystarczyła jednak odrobina zbyt dużej pewności siebie i policja zorientowała się, że kilka ostatnich morderstw ma ze sobą coś wspólnego. Dylan od razu traci wcześniejszą swobodę. A jakby było tego mało, okazuje się, że rosyjska mafia jednak dba o swoich i potrafi być dość skuteczna.

Dylanowi wciąż daleko do profesjonalisty, ale równie daleko mu do szarego człowieka stroniącego od zła. W pewnym momencie mówi: „Więc owszem, może klątwa trochę za szybko zaczynała zamieniać się w powołanie… i może to coś o mnie mówiło. Ale może mówiło coś więcej o świecie”. Z jednej to całkiem trafna ocena rzeczywistości, ale z drugiej… Brzmi jak usprawiedliwienie, prawda? To zły świat sprawia, że muszę zabijać, dajcie mu spokój. Jeszcze później Dylan myśli: „Z początku nawet mi się to podobało. Widok, jak całe miasto reaguje na działania jednego człowieka. W dodatku bycie tym człowiekiem. Co za niesamowita władza” i nagle już nie ma zrzucania winy na świat, a jest upajanie się rzeczywistością.

Fascynująca jest motyw demona – gwarantuję, że cały czas będziecie się zastanawiać, czy to tylko wymysł Dylana, czy po prostu prześladuje go pech i demon postanowił prześladować właśnie jego. Chociaż scenarzysta podrzuca nam tropy w postaci podejrzanych leków czy demonicznie erotycznej twórczości ojca Dylana, to nic nie jest tu jasne. A we wszystko musi wmieszać się jeszcze Kira – niespełniona miłość Dylana, przyjaciółka, którą teraz trzyma na dystans. W tym tomie poznajemy tę postać nieco lepiej, ale więcej szczegółów nie będę zdradzał.

„Zabij albo zgiń” to świetny, trzymający w napięci thriller z doskonale prowadzoną historią, efektywnie (ale nie efekciarsko) poszatkowaną linią czasu i fascynującym, niewiarygodnym narratorem. Dalsze losy Dylana są równie ciekawe, co jego walka z samym sobą i mrocznym powołaniem, a kreska Seana Phillipsa niezmiennie udowadnia, że świat czasami składa się tylko z ciemnych zakamarków.

Polskim wydawcą komiksu jest Non Stop Comics.

 

Recenzja pierwszego tomu
W tej krwi płyną pieniądze
Cyngiel na emeryturze

Dodaj komentarz