Blacksad #3

Czy wybieramy kolor duszy?

„Blacksad” bywa bardzo samoświadomy – narracja zazwyczaj ignoruje fakt, że wszyscy bohaterowie są zwierzętami, uznaje to za coś naturalnego, zastanego. Jednak czasami jest inaczej, w pewnym momencie kochanka Blacksada mówi: „Widzę, że w głębi duszy jesteś przesądny…”, na co detektyw odpowiada: „A mogę inaczej, będąc czarnym kotem?”. Niektórzy nazwą to brakiem spójności, ale dla mnie to kolejny powód, by zachwycać się światem wykreowanym przez Diaza Canalesa.

W trzecim tomie, „Czerwonej duszy” komiks wciąż trzyma się stylistyki czarnego kryminału i doskonale bawi się przeróżnymi kliszami. Tym razem samo śledztwo i morderstwo są na nieco dalszym planie, a na pierwszym polityka. Ale po kolei. Realizujący kolejne podłe zlecenie Blacksad, odkrywa, że w mieście przebywa jego dawny znajomy – Otto Lieber, ekspert od energii atomowej. Wybiera się na jego wykład, odnawia znajomość, a wkrótce poznaje kolejne osoby z otoczenia profesora. Odkrywa też, że w akademickim środowisku zatargi potrafią być równie śmiertelne w skutkach jak te w półświatku. A może jednym z naukowców kierowało coś innego niż zawodowa zazdrość, gdy wynajmował płatnego zabójcę, by zlikwidować kolegę po fachu? Blacksad oczywiście postanawia rozwikłać tę tajemnicę.

Scenarzysta tworzy własne uniwersum, ale sprawa nawiązuje do wydarzeń historycznych. Akcja rozgrywa się po drugiej wojnie światowej w Stanach Zjednoczonych. Dlatego musiał pojawić się wątek komunistów, a w zasadzie polowania na czerwonych – fanatyzm w zwalczaniu zła sprawia, że samemu przestaje się dostrzegać zło rodzące się w duszy (tej ścigającej, a nie ściganej). To bardzo aktualny temat – fanatycy zawsze znajdują dowody, nie ma znaczenia, czy ktoś coś faktycznie zrobił. Ponieważ „Czerwona dusza” rozgrywa się po wojnie, a w tle pojawia się energia atomowa, to można się byłoby się spodziewać, że naziści także się pojawią. Cóż, pojawiają się. Klisza? Może odrobinę, ale tym razem wcale nie chodzi o robienie z nazistów stereotypowych, krwiożerczych czarnych charakterów. Chodzi raczej o to, że ten narodowy ruch wielu obiecywał „stworzenie nowego porządku, zbudowanie nowego lepszego świata”. Łatwo ulec obietnicom. To żadne usprawiedliwienie, ale pozwala zrozumieć, skąd przyzwolenie na niewyobrażalne zło.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.

Dodaj komentarz