Dozorca

Pozamiatane

Powiedzmy sobie od razu jedno – gdyby nie warstwa graficzna, nie sięgnąłbym po „Dozorcę”. A gdybym nawet to zrobił, zapomniałbym o lekturze chwilę po zamknięciu tomu, bo przedstawiona historia nie wyróżnia się w jakiś specjalny sposób. Mamy grupkę charakterystycznych nastolatków (omnibus, ziomek itd.), mamy tajemniczego potwora, mamy dorosłych, którzy próbują zaklinać rzeczywistość. Młodziaki od razu godzą się z tym, że mają do czynienia z nadprzyrodzoną siłą, która w dodatku upodobała sobie złote błyskotki. No i mamy tytułowego dozorcę, a w zasadzie dozorczynię, która wielu skojarzy się z działającym w ukryciu tajnym zakonem.

Sama historia nie jest może ultrasztampowa, a dzięki szybkiemu tempu nie nudzi, ale raczej żadne wydarzenie czy twist Was nie zaskoczą. Nie będziecie wracać kilka-kilkanaście stron do tyłu, by w pełni zrozumieć wydarzenia. Wszystko jest klarownie wyłożone, powracają znane tropy (np. wizyta w bibliotece, by znaleźć tę jedną jedyną książkę, w której znajduje się wyjaśnienie motywacji potwora), ale dzięki odpowiedniej oprawie nie będziecie się czepiać.

Po pierwsze umiejscowienie całości w osiedlowych klimatach jest pewnym powiewem świeżości. Młodszym bohaterom więcej wybaczamy, mniej rażą stosunkowo oklepane rozwiązanie. Poza tym ich wiek i dystans do świata sprawiają, że całość jest wyjątkowo lekkostrawna – zamiast zżymać się na sztampę, po prostu im kibicujemy.

Po drugie „Dozorca” absolutnie zachwyca pod względem wizualnym. Od pierwszych stron historia wciąga nas w każdy kadr, a dzięki brakowi marginesów zjawisko immersji jest jeszcze większe. Ivan Shavrin absolutnie zachwyca każdym kadrem, a przede wszystkim ich dynamiką. Nawet gdy bohaterowie stoją w miejscu, ma się wrażenie, że to cisza przed burzą, że zaraz wyskoczą z panelu. Jestem przekonany, że gdyby Shavrin narysował kolejkę w ZUS-ie, to przypominałaby pędzący rollercoaster. Chociaż z drugiej strony w ZUS-ie i bez pomocy utalentowanego rysownika może być dynamicznie… W każdym razie „Dozorca” dzięki warstwie wizualnej awansuje z przeciętniaka na komiks, który będzie chlubą Waszej kolekcji. Naprawdę, zapomnijcie o nudnej kresce superhero i dajcie się zachwycić. Ja zbierałem szczękę z podłogi co kilka stron. Jeszcze raz to podkreślę – kadry są niesamowicie dynamiczne. Czasami ma się wrażenie, że Shavrin tak bardzo chciał się wziąć za kolejną stronę, że nie skończył poprzedniego rysunku. W żadnym wypadku nie zarzucam niedbalstwa. Wręcz przeciwnie – artysta rysuje tyle, ile potrzeba i chociaż ma hojną kreskę, potrafi skoncentrować się na najważniejszym.

Nie miałem wielkich oczekiwań co do „Dozorcy”, ale komiks okazał się szalenie satysfakcjonującą lekturą. Czy chciałbym przeczytać coś w podobnym klimacie? Niekoniecznie, ale za to z utęsknieniem czekam na kolejne prace Ivana Shavrina, którego już zacząłem obserwować we wszystkich kanałach w sieci niczym rasowy stalker.

Dodaj komentarz