Ludzkość poprawiona

Czy umiemy wyznaczyć sobie granice?

Lubimy poprawiać. Tak ogólnie. Dzięki temu nie stoimy w miejscu. Nieustannie poprawiamy różnego rodzaju technologie: zwiększające a to moc obliczeniową komputerów, a to skuteczność lekarstw czy dające nadzieję na lepsze życie – ultranowoczesne protezy. Lubimy też poprawiać siebie i robimy to codziennie, korzystając z makeupu czy kosmetyków modelujących włosy. Czasami poprawianie nieco bardziej ingeruje w nasze ciała – wystarczy wspomnieć chirurgię plastyczną, ale też operacje oczu. Czy jest jakaś granica tego stałego ulepszania? Czy powinna być? O tym właśnie traktuje nowa książka Grzegorza Lindenberga.

Pierwsza część poświęcona jest ingerowaniu w geny różnych organizmów, w tym człowieka. Szczególną uwagę autor poświęca mechanizmowi CRISPR/Cas9, który pozwala na precyzyjne zmiany w genach, a jest rozwiązaniem stosunkowo tanim i coraz bardziej dostępnym dla setek laboratoriów na całym globie. Co powiecie na usunięcie genów odpowiedzialnych za nieuleczalne choroby? Od tego możemy zacząć, a co potem – może dodamy sobie gen, dzięki któremu pozostaniemy szczupli i piękni? Pytanie, kto mając dostęp do takich możliwości, nie chciałby w pewnym stopniu zaprojektować swoich dzieci, zaczynając od zwiększonej odporności, a kończąc na muzycznym talencie, bo granie w zespole od zawsze było naszą niespełnioną ambicją…

Brzmi jak science fiction? Trochę tak, ale autor nie koncentruje się na obecnych latach, lecz tym, czego możemy się spodziewać w okolicach roku 2030 oraz 2050. Te daty mogą wydawać się odległe, ale prawdopodobnie większość czytelników „Ludzkości poprawionej” dożyje połowy XXI wieku. Tak czy inaczej, wiele wskazuje, że najbliższe dekady przyniosą ogromne możliwości w zakresie modyfikowania ludzi, a genetyka estetyczna stanie się po prostu jedną z gałęzi biznesu.

O ile projektowanie ludzi mimo wszystko brzmi abstrakcyjnie i pozostaje w fazie mocno teoretycznej, to drugi z poruszanych tematów jest dużo bardziej przyziemny. Może przyziemny to nie do końca dobre słowo, ale systematyczne wkraczanie do naszego życia sztucznej inteligencji to nie mrzonki futurologów, a w zasadzie już codzienność. Prawdopodobnie kilka lat dzieli nas od dopuszczenia do ruchu samochodów autonomicznych. Już teraz potężne algorytmy wykorzystywane są w wielu dziedzinach, a niedługo mogą zastąpić lekarzy, kierowców, a nawet artystów. To tylko kwestia mocy obliczeniowej komputerów. Jako ludzkość chcemy zaprząc sztuczną inteligencję do poprawiania poziomu życiu. Dzięki niemu będziemy osiągać lepsze rezultaty i zyskamy sporo czasu. Problem w tym, że to nie takie proste. Za dwie dekady jedna czwarta ludzi może zostać pozbawiona pracy, bo ich obowiązki będzie dużo lepiej wypełniać jakaś postać sztucznej inteligencji. „To jest zupełnie nowa społecznie sytuacja – bo zawsze była nadzieja, że w końcu człowiek jakąś pracę znajdzie, gdy skończy się kryzys, gdy dokądś się przeprowadzi albo czegoś nowego nauczy. Teraz tak nie będzie”.

A mowa tylko o słabej sztucznej inteligencji, która może być doskonała w swojej dziedzinie, ale nigdy poza nią nie wykroczy, nie będzie mogła samodzielnie istnieć. Jednak prace nad superinteligencją także trwają. Niektórzy naukowcy twierdzą, że do 2050 uda się stworzyć byt, który będzie zdolny rozumować, wyciągać wnioski i podejmować decyzje, które nie zostały wcześniej zaprogramowane. Brzmi fascynująco, ale konsekwencje mogą być przerażające.

Książka Lindenberga ma dwieście stron – oczywiście zdecydowanie za mało, by wyczerpać tak skomplikowane tematy, wszak samym sieciom neuronowym można poświęcić wiele tomów. Nie ma się jednak poczucia, że to wydłużony artykulik z popularnonaukowo periodyku. Autor napisał świetne wprowadzenie do tematów, które mogą zmienić nasz świat nie do poznania. Zamiast pisać w detalach o poszczególnych technologiach, skoncentrował się raczej na konsekwencjach. Zarówno etycznych – towarzyszącym nam od lat przy większości przełomowych odkryć – jak i namacalnych dla każdego mieszkańca naszego globu. Łatwo odpędzać myśli o tych konsekwencjach mówieniem, że to tak odległa przyszłość, że nas nie dotyczy. „Ludzkość poprawiona” przypomina, że przyszłość jest tuż za rogiem.

Dodaj komentarz