Podniebny Harry #1

Przygoda na wysokościach

Na pierwszy rzut oka „Podniebny Harry” ma sporo wspólnego z „Blacksadem”. Znowu mamy antropomorficzne zwierzęta w roli głównej, znowu mamy zabawę stereotypami (orły w roli pilotów, zwinna małpa jako były cyrkowiec itp.), nawet kreska kojarzy się z przygodami kociego detektywa. Jednak „Blacksad” pod przykrywką nie silącego się na oryginalność kryminału noir starał się poruszać bardziej uniwersalne tematy, istotne w oderwaniu od samej fabuły. Z kolei „Podniebny Harry” to przygodowa opowiastka bez większych ambicji. Czy to źle? Zdecydowanie nie.

Tytułowy bohater, Harry Faulkner, to szympans, który wylatał w powietrzu mnóstw godzin – najpierw jako pilot wojskowy w czasie I wojny światowej, a potem kaskader, który obecnie z niewyjaśnionych na początku przyczyn nie jest dopuszczany za stery samolotu. Na pewno nie pomaga mu problem alkoholowy, ale to nie on definiuję tę postać, lecz brawura i odwaga. Komiks rozgrywa się w Nowym Jorku w latach trzydziestych. Innowacyjny sterowiec wyrusza w dziewiczy rejs, na pokładzie cała socjeta, łącznie z szemranym burmistrzem, wygadaną dziennikarką (przyjaciółką Harry’ego), a także grupką… która postanowia sterowiec przejąć. Więcej nie będę zdradzał – musicie przeczytać sami.

Koncept, by świat zaludnić zwierzętami, to nie jedyne co, sprawia, że „Podniebny Harry” kojarzy się z „Blacksadem” – nawiązuje do niego także wyrazistą kreską i nieco przygaszonymi kolorami. Kadry są dynamiczne, klarowne, pozwalają skoncentrować się na akcji. Swoją drogą, z recenzowanego komiksu można by było zrobić świetny rozrywkowy film – wystarczyłoby nieco rozbudować kilka wątków pobocznych. Dostalibyśmy coś równie przygodowego co „Indiana Jones”, a jeśli reżyser trzymałby się oryginału, to nie byłoby problemu z dłużyznami. „Podniebny Harry” nie zmieni Waszego życia, ale na pewno je uprzyjemni. Do samej historii raczej nie będziecie wracać, ale do umiejętnie przerysowanych kadrów już tak.

Polskim wydawcą komiksu jest Egmont

Dodaj komentarz