Zabij albo zgiń #4

Nieuchronność

Im seria dłuższa, tym bardziej spektakularnego zakończenia oczekujemy. To pułapka zarówno dla twórcy, jak i dla odbiorców. Dla twórcy – bo stara się zaspokoić niemożliwie do zaspokojenia oczekiwania czytelników, których staje się niewolnikiem. Dla odbiorców – bo zamiast otrzymać zakończenie logiczne i satysfakcjonujące, dostają fajerwerki, które szybko rozwiewają się w świadomości. Dlatego cieszę się, że „Zabij albo zgiń” zamknęło się w czterech tomach, a Ed Brubaker nie zmienił charakteru opowieści.

Dylan jest przekonany, że demon, który kazał mu zabijać, to efekt choroby psychicznej, obecnej w jego rodzinie co najmniej od pokolenia. Coś w nim pęka, porzuca swoją rolę mściciela i trafia do ośrodka dla psychicznie chorych. Mogłoby się wydawać, że chociaż jest na lekach, to znowu jest panem swojego losu. Tym bardziej, że w Nowym Jorku pojawia się jego copycat, zapewniający mu perfekcyjne alibi. Niestety kolejny raz problemem okazuje się amatorstwo Dylana – działający w wielkim mieścicie, nie zostawiający po sobie żadnych śladów mściciel, to rola, w którą nie może wcielić się student z myślami samobójczymi. I tak kłopotliwa okazuje się policjantka Lily Sharpe, która nie potrafi odstawić zamkniętej sprawy, niezależnie od tego, jak krzywo patrzą na nią koledzy. O Dylanie nie zapomnieli też Rosjanie, nawet jeśli on zapomniał o nich.

„Myślę o pytaniu, jakie zadał mi doktor Ridley: kiedy po raz pierwszy zacząłem postrzegać niesprawiedliwość świata? I im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej dziwię się, dlaczego wszyscy inni go takim nie widzą”. Zapewne takie przemyślenia pomagały Dylanowi usprawiedliwiać swoją działalność. Dziwi się, że inni nie dostrzegają wszechobecnej niesprawiedliwości. Podświadomie chciałby, by wszyscy podzielali jego światopogląd. Tylko czy potrzebujemy całych zastępów mścicieli przekonanych, że mają monopol na prawdę? Nie winię Dylana – jest postacią tragiczną. Wydawało mu się, że jak weźmie sprawy w swoje ręce, to wszystkie problemy się rozwiążą. Problem w tym, że zapomniał, że jest częścią społeczeństwa, a nie mieszkającym na odludziu pustelnikiem.

Czwarty tom „Zabij albo zgiń” to dla mnie zakończenie satysfakcjonujące, nieprzekombinowane i umyślnie odarte z narracyjnej przebiegłości. Pochłaniając kolejne strony, miałem wrażenie, że tak po prostu musiało się skończyć. Los Dylana skojarzył mi się z postaciami z innej serii Brubakera – „Criminal” – którzy także próbowali oszukać przeznaczenie, ale koniec końców odkrywali, że od początku mieli słabe karty, a kasyno zawsze wygrywa.

Dodaj komentarz