Nienawidzę Baśniowa #2

No i fuj

Żeby było jasne – fabuła w „Nienawidzę Baśniowa” jest tylko pretekstem. Pretekstem, by Skottie Young mógł dawać upust swojej fantazji w postaci rozbuchanie cartoonowych rysunków na kolejnych stronach. Gertrude, uwięziona w Baśniowie i w ciele kilkulatki, wciąż próbuje uciec z bajkowej krainy i nie ma żadnych skrupułów, gdy widzi szansę na powrót do domu. Kibicujemy jej, ciekawi jesteśmy kolejnych kłód rzucanych pod nogi przez scenarzystę, ale trudno naprawdę się zaangażować, co nie znaczy, że komiks nie wciąga, bo wciąga. Dla tych kadrów, kolorów, pomysłów, które są realizowane tylko po to, by przekonać się, czy ktoś to puści do druku – warto.

Wracając do fabuły – nietrudno zauważyć, że Gertrude wykonuje kolejne questy. Przypomina to trochę zapis szczególnie radosnej, obficie zakrapianej sesji RPG, podczas której gracze sieją spustoszenie w każdej wiosce, prześcigają się w coraz bardziej absurdalnych zachowaniach, a Mistrz Gry nie rwie sobie włosów z głowy, bo był właśnie na to przygotowany. Nie ma więc NPC-ów, których tworzył od tygodni, by odegrali ważne role, a gracze chwilę posłuchali, po czym skrócili ich o głowy toporem. Postacie są barwne, ale epizodyczne. Wiemy, jaki spotka je los. Wiemy, jaki los spotka wszystko, czego dotknie Gertrude.

Mieszkańcy Baśniowa mają przelukrowane – Gertrude nie ciastoli się z wrogrami, więc po każdym spotkaniu z nią wszystko idzie w fuj. Komiks został rewelacyjnie przetłumaczony – Marceli Szpak nie miał nie lada wyzwanie, ale myślę, że wymyślanie ociekających cukrem przekleństw musiało mu sprawdzić ogromnie dużo radości. Przestylizowane neologizmy doskonale pasują do świata przedstawionego – Gertrude przemierza takie krainy jak Wredochmury, Oranżomorze czy Lizakowe Wydmy. Ale tak naprawdę ich nie poznajemy – to tylko kolejny pretekst, żeby Young mógł narysować szalone kadry, a Jean-Francois Beaulieu je pokolorować.

 

Young wciąż bawi się konwencją – Gertrude nieustannie pędzi na złamanie karku jak Max w „Fury Road”, zostawiając po sobie góry kolorowych flaków. W pewnym momencie Gert trafia do oldskulowego automatu z grami, w sensie do jego środka, istniejącego w nim świata gry, bo czemu nie? Young nie ma oporów i dobrze, bo mam wrażenie, że jakby zaczął dyscyplinować mózg, w końcu czaszka nie wytrzymałaby ciśnienia. Tej eksplozji nie chcemy. Wystarczy jak od czasu do czasu solidnie ciastolnie w Baśniowie.

Dodaj komentarz