Madame Pylinska i sekret Chopina

Niezdiagnozowana obsesja

„Madame Pylinska i sekret Chopina” to pod względem objętości książeczka, ale pod względem tematyki – książka. Od razu muszę powiedzieć, że trochę oszukuje tytułem, bo wcale nie zdradzi Wam sekretu Chopina, a co najwyżej spróbuje przybliżyć niuanse związane z jego muzyką. A tak bardziej serio, opowiadanie ma charakter autobiograficzny – Éric-Emmanuel Schmitt przyznaje, że dźwięki fortepianu towarzyszyły mu od najmłodszych lat i początkowo ujściem dla jego wrażliwości były struny schowane w środku tegoż fortepianu. Zakochał się w muzyce Chopinie, więc podczas studiów postanowił się w tym temacie podszkolić. I wtedy w historię wkracza tytułowa Madame Pylinska. Nie przypisuje jednak naszemu autorowi ćwiczenia skomplikowanych pasaży, lecz zbieranie porannej rosy z kwiatów czy żeby położył się pod fortepianem i chłonął muzykę, wibracje rozemocjonowanego powietrza. Jej zdaniem tylko tak można zrozumieć Chopina.

Autor twierdzi, że jej nieortodoksyjne metody pomogły mu lepiej interpretować partytury słynnego kompozytora, a w przyszłości także przelewać myśli na papier. Być może faktycznie tak było, ale dla mnie ciekawszy był portret samej Pylinskiej. Nie była po prostu entuzjastką Chopina – kochała go całym ciałem. Ta miłość nie przeradzała się w obsesję. Była obsesją. Mogłoby się wydawać, że w takim uwielbieniu nie ma niczego niegroźnego, ale nietrudno dostrzec totalitarne zapędy Pylinskiej. Niby chce tylko, żeby kompozycje Chopina wybrzmiewały w najlepszy sposób, ale odnosi się wrażenie, że uznaje ten sposób za jedyny słuszny. Za obrażenie swojego mistrza mogłaby zabić. Strach pomyśleć, jak puste stałoby się jej życie, gdyby odebrano jej Chopina. Cały ten wątek jest w książce ledwie zarysowany, ale moim zdaniem – najciekawszy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *