Wyższa lojalność

Między młotem a kowadłem

Przyznam szczerze, że w pewnym momencie podczas lektury autobiografii Jamesa Comeya zacząłem się zastanawiać, jak bardzo wybielił swoje życie. Po prostu wydawał się zbyt kryształową postacią, więc kolejne rewelacje zacząłem traktować podejrzliwie. Zaraz się jednak zbeształem za takie cyniczne podejście. Wtedy też uświadomiłem sobie, jak deficytowym towarem stała się prawda, lojalność i trzymanie się zasad – tak deficytowym, że łatwo w ogóle zapomnieć o ich istnieniu. Tymczasem James Comey, były dyrektor FBI i wiceprokurator generalny USA, jest człowiekiem, który z przestrzegania zasad uczynił swoje życie. Nie wierzycie? Przeczytajcie, jak wiele miejsca poświęcił noszeniu niebieskiej zamiast białej koszuli, gdy objął urząd szefa FBI. Comey od zawsze przywiązywał uwagę do szczegółów i znaczenia, także symbolicznego każdej decyzji. W związku z tym trudno mówić o spontaniczności, ale w przypadku takiej osoby to chyba dobrze, prawda?

Może zastanawiacie się, dlaczego w ogóle macie wierzyć autorowi i traktować go jako wzór cnót (chociaż sam się tak nie przedstawia). Cóż, jeśli doświadczenie w administracji Was nie przekonuje, to może najlepiej zastosować reklamę porównawczą. Z jednej strony mamy prawego człowieka, który regularnie podejmował niepopularne decyzje, trwał na stanowiskach, które nie pozwalały zapomnieć o kredycie hipotecznym, walczył z nowojorską mafią i był ceniony przez republikanów i demokratów. Z drugiej mamy antropomorficzną pomarańczę, pasożyta, który osiągnął sukces dzięki bezczelności i rodzinnej fortunie, który w ramach okazywania szacunku innym każe całować swój pierścień (prawie dosłownie). Na szczęście relacja Comeya z Trumpem to tylko niewielka część tej książki, ale zderzenie tak bardzo odmiennych ludzi i postaw robi piorunującej wrażenie.

Nie mogę, pisząc o „Wyższej lojalności”, nie wspomnieć o jednym z moich ulubionych seriali „The West Wing” (nie uznaję polskiego tytułu „Prezydencki poker”). Przy okazji polecam go wszystkim, nie tylko fanom scenariopisarskiego talentu Aarona Sorkina i piszę to ja – ktoś, kto od polityki zdecydowanie stroni. Serial opowiada o tytułowym zachodnim skrzydle Białego Domu – pracy prezydenta i jego sztabu. Wiecie, wielkie emocje, czy uda się podpisać ustawę albo jak zareaguje naród na orędzie prezydenta. Bez morderczych intryg jak w „House of Cards”. Trochę inny poziom napięcia niż w filmach o ratowaniu świata, ale to właśnie „The West Wing” sprawiało, że siedziałem na krawędzi fotela. Podobnie bywa w „Wyższej lojalności”. Autor poświęca wiele stron na np. opis żmudnego śledztwa w sprawie używania przez Hillary Clinton prywatnego maila czy buduje suspens w związku z czymś tak wstrząsającym jak oświadczeniem dyrektora FBI. Niby emocje jak na grzybach, a trudno odłożyć książkę przed skończeniem rozdziału.

„Mam ambitny cel: FBI stanie się pewnego dnia główną rządową „fabryką” liderów, a prywatni przedsiębiorcy będą odliczać dni do przejścia na emeryturę pracowników Biura (…), aby móc ich zatrudnić u siebie jako menedżerów”. Szkoda, że z powodu małostkowości Trumpa Comeyowi nie udało się w pełni zrealizować tego planu. Pokazuje on jednak doskonale, z jakiego typu człowiekiem mamy do czynienia. Przestrzegającym zasad, szanującym współpracowników, bezstronnym. Niektórzy by powiedzieli – przestarzałym. Przyszło nam żyć w świecie, gdzie niegdyś popularne i cenione wartości jawią się jako rodem z fantastyki. W takich czasach dobrze przeczytać opowieść człowieka, który lojalność ślubuje tylko prawdzie.

Polskim wydawcą książki jest wydawnictwo Insignis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *