Oblivion Song #2

Czym jest dom?

Pierwszy tom nowej serii Roberta Kirkmana (którego większość zapewne kojarzy z „Żywymi trupami”) bardzo przypadł mi do gustu – świetna oprawa graficzna, ciekawy pomysł, który zadawał niewygodne pytanie, co jest prawdziwym domem. Jak prezentuje się druga część? Wciąż mam ochotę czytać dalej, ale podświadomie liczyłem na więcej.

W ramach przypomnienia – dziesięć lat temu duża część Filadelfii przeniosła się do innego wymiaru. Setki tysięcy ludzi zaginęło, choć jak się okazuje – nie zginęło. W tajemniczym Oblivionie spróbowali ułożyć sobie życie na nowo i przetrwać.

Pod koniec pierwszego tomu dowiadujemy się, że Nathan – główny bohater – który tak dzielnie ściągał z Oblivionu filadelfijczyków, w istocie jest odpowiedzialny za całe zamieszanie i ta kwestia jest dalej rozwijana w tomie drugim. Nathan wraz z grupą przyjaciół-naukowców opracował urządzenie, które połączyło ze sobą różne wymiary. Oczywiście to nie był ich główny cel, nie spodziewali się też takich konsekwencji swoich eksperymentów. Chcieli tylko poszerzać granice nauki, ale w swojej niewinności wykazali się ignorancją.

Teraz rząd chce przejąć urządzenie otworzone przez Nathana do jego partyzanckiej działalności. Motywacje władz mają, rzecz jasna, nieco inny charakter – widzą w technologii potencjalną broń. I właśnie na tym urządzeniu – próbie jego przejęcia, przypadkowej aktywacji – koncentruje się drugi tom. Dostajemy mnóstwo akcji i trochę informacji o świecie przedstawionym, ale brakowało mi pytań natury etycznej z pierwszej odsłony, a przynajmniej jest ich odczuwalnie mniej. W sumie to nieco dziwne, bo na istotną postać wyrasta poprzednio uratowany przez Nathana jego brat – Ed. Warto dodać, że uratowany nieco wbrew własnej woli. Nie potrafi odnaleźć się na Ziemi. Fakt, że tu się wychował i nazywał to miejsce domem, nie ma znaczenia. Liczy się teraźniejszość. Czy imigranci do końca życia ojczyznę uważają za dom? – zdaje się pytać między kadrami autor scenariusza. Co prawda, wielu osób, które musi opuścić rodzinny kraj, ląduje w swoistym limbo i żadnego miejsca nie potrafią nazwać domem. Inaczej jest w przypadku osób, które trafiły do Oblivionu, co ciekawie obrazuje istnienie grup wsparcia dla wszystkich zagubionych w starej ojczyźnie, ale nowej rzeczywistości.

„Wszyscy w moim obozie traktujemy się równo. Nie ma nienawiści, hierarchii, wykorzystywania słabszych. Nie ma żadnych problemów. Żyjemy dla siebie. Pomagamy sobie i jesteśmy szczęśliwi. Skupiamy się na tym, co naprawdę istotne” – mówi w którymś momencie wzburzony Ed, próbując wytłumaczyć Nathanowi, dlaczego chce wrócić do Oblivionu. Czyżby Kirkman sugerował, że bez swoistego resetu ludzkość nie ma przyszłości? Liczę, że ten wątek zostanie rozwinięty w trzecim tomie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Non Stop Comics.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *