Nienawidzę Baśniowa #3

Makabryczny lukier

Seria „Nienawidzę baśniowa” zbliża się do końca. Czy to znaczy, że rośnie tempo, nagromadzenie emocji, a punkt kulminacyjny zaczyna wyłaniać się zza horyzontu? Niekoniecznie, bo Skottie Young nie zmienił nagle charakteru serii – to wciąż bezpretensjonalna rozrywka bez narracyjnych ambicji, która jest jednak niezwykle satysfakcjonująca.

Fabułą niezmiennie przypomina nieco questy z RPG – bohaterowie podróżują od miejsca do miejsca, od zagadki do zagadki, przynieś, podaj, pozamiataj, smoka od środka zbadaj. Mamy nawet element tak typowy dla RPG jak budowanie drużyny, no mini drużyny, bo Gertrude zyskuje sidekicka: „Chcesz zostać moją portegowaną, Złosiu?” / „No przecież, do fuja!” / „Zadżemista odpowiedź!” Warto dodać, że Złosia jest psychofanką Gert i ten wątek bardzo udał się Youngowi – przedstawił przedstawicieli fandomu w krzywym zwierciadle. Swoją drogą cały tom zaczyna się od wizyty na Lochconie, skojarzenia z Comic Conem jak najbardziej wskazane, gdzie Gert próbuje dostać się do swojej idolki i przeżywa, jak to często bywa, zderzenie z rzeczywistością.

Podtytuł tego tomu – Grzeczna dziewczynka – nie jest przypadkowy. Gert faktycznie w którymś momencie postanawia być… dobra, trochę w ramach eksperymentu, trochę jako przejaw desperacji, gdy nie wie, co jeszcze może zrobić, by wreszcie opuścić Baśniowo. Oczywiście nawet gdy próbuje być dobra, trup ściele się gęsto, a makabryczny lukier wprost wylewa się z kadrów. Trudno wrzeć się swojej natury.

Trzeci tom jakoś specjalnie mnie nie zaskoczył, ale to bez znaczenia – bawiłem się wyśmienicie. Uwielbiam Skottie’ego Younga (mam kilka zeszytów z jego okładkami na ścianie w salonie), więc każda strona pełna jego rysunków to miód na moją duszę. Przerysowane, przestylizowane, obłędnie kolorowe i pełne easter eggów. Fabuła może nie porywa, ale trudno odłożyć ten komiks w połowie – chcemy się dowiedzieć, co jeszcze dziwnego zrodziło się w głowie Younga. Moim faworytem jest chyba część, w której trafia do grodu Shiitake, pełnego samurajów przypominających… grzyby shiitake. Tak, to jest taki komiks. Myślę, że w jego powstanie mogły, nie, musiały być zaangażowane jakieś grzyby.

Dodaj komentarz