Royal City #3

Samotność i zagubienie

Chociaż „Grass Kings” i „Royal City” to dwie różne serie, to jednak widzę pewien wspólny mianownik. Po pierwsze, obie pokazują, jak małe miasteczko kształtuje mentalność. Po drugie, obie zamknięto w trzech tomach, unikając tworzenia tasiemca żerującego na wydestylowanej melancholii. W przypadku opowieści o Royal City Jeff Lemire udanie domknął większość wątków i w historii, która zdawałoby się nie może się skończyć dobrze, zaserwował przynajmniej częściowy happy end. Satysfakcjonująca lektura.

W tym tomie wreszcie jesteśmy świadkami śmierci Tommy’ego – tak istotnej dla przyszłości jego rodzeństwa i rodziców. Lemire stawia na obrazy i emocje, pozwalając nam dopowiedzieć sobie szczegóły. W zasadzie zmusza nas do tego, każe zinterpretować wspomnienia, zamiast pokazywać jedyną słuszną wersję wydarzeń. Być może niektórzy oczekiwali większej jednoznaczności, ale okoliczności śmierci Tommy’ego przecież nie są aż tak istotne, jak spustoszenie, które zrobiła w psychice rodziny Pike’ów. Jego matka wspomina, że po tragedii czuła tak straszliwie samotna i zagubiona. Dopiero potem przyszła refleksja: „Nie miałam pojęcia, co to samotność, co to zagubienie” – o tym wiedział tylko biedny nastolatek, którego problemów nikt nie dostrzegł wystarczająco wcześnie. Z kolei nestor rodziny, po wybudzeniu się ze śpiączki, mówi do żony: „Wiem, że myślisz, że to wszystko przez ciebie, ale tak nie jest. Za długo się obwiniasz. Wszyscy się obwiniamy”. I chociaż ma na myśli zarówno pozamałżeńskie życie Patti, to trudno tu nie usłyszeć kolejnych odbić echa, które rodzicowi zawsze będzie przypominać, że przeżyli własne dziecko.

Lemire pokazuje nam, że dzieciństwo nie jest czymś, co można łatwo wymazać z pamięci i zdefiniować się całkowicie na nowo. Znaczy możemy próbować, możemy się przekonywać, że to możliwe, ale w końcu to wszystko do nas wraca. Pytanie tylko, czy naprawdę trzeba z tym walczyć, poświęcać na to życiową energię, wypierać się tego, co nas ukształtowało. Nie prostej odpowiedzi, bo jeśli nie potrafiliśmy się wyrwać z miejsca bez perspektyw i wyciągnął po nas szpony hazard czy narkotyki, to trudno, by ktoś celebrował swoje korzenie. Ale jak zauważa w pewnym momencie Patrick (walczący z writer’s block pisarz, brat Tommy’ego): „Chyba tak to jest, kiedy w końcu odpuszczasz. Tak to jest, kiedy przestajesz walczyć z tą ogromną potrzebą udawania kogoś innego. Tak to jest, kiedy w końcu uświadamiasz sobie, kim jesteś. (…) Fakt, że coś cię uformowało, nie znaczy, że już zawsze musi cię definiować”.

Dodaj komentarz