Skończ z tym sh*tem!

Przypudrować czy rozdrapać ranę?

Gary Bishop zajmuje się coachingiem. To nie oskarżenie, lecz stwierdzenie faktu. Jednocześnie jest to coś, co w moim przypadku zapala lampkę alarmową – należę do zdecydowanych przeciwników trenerów rozwoju osobistego, którzy więcej szkodzą, niż pomagają. No bo czy może wyniknąć coś pozytywnego z wmawiania, że jesteś zwycięzcą? Pewnych (żadnych?) rzeczy nie da się przepracować podczas weekendowego kursu czy czytania z doskoku postów na Facebooku. Na szczęście w tej kwestii Bishop podziela moje zdanie i już na początku pisze: „Tylko nie myśl, że będę ci wciskał kity o „pozytywnym myśleniu”. Postawmy sprawę jasno. Nie każdemu, kto chce przezwyciężyć negatywne przekonania na własny temat, pomoże prosta zmiana dialogu wewnętrznego na hasła (…) „Jestem godny miłości” czy „Uda mi się””.

W swoich publikacjach Bishop często pisze o monologu wewnętrznym, który skutecznie potrafi podcinać nam skrzydła. To on jest przyczyną wielu niepowodzeń czy ogólnego braku zadowolenia z życia. Tylko rzadko uświadamiamy sobie, że sami jesteśmy sobie winni – próbujemy zrzucać odpowiedzialność na rodziców czy otoczenie, bo tak jest łatwiej; taka postawa pozwala nam wierzyć, że nie mamy wpływu na swoje życie i nigdy nam się nic nie uda. Samonakręcająca się spirala depresji.

Bishop przedstawia swoją teorię o trzech sabotażystach. „Sabotażysta to podświadomy wniosek, który wyciągnąłeś w przełomowym momencie życia, coś w rodzaju nieusuwalnego śladu, który nosisz w sobie do dziś”. Na wspomnianą trójkę składają się konkluzje na temat siebie, innych i życia. Dość ogólne, ale dzięki temu obejmuje większość naszych myśli. Myśli, które towarzyszą nam codziennie i powstrzymują przed działaniem. Często mają one formę „utrwalonych prawd”, specyficznych przeświadczeń, które w naszych głowach pełnią rolę faktów, a w istocie są jedynie bardzo mocnymi opiniami. Autor podaje przykład – córka wojskowego, która zamknęła się w sobie. No bo jak mogłoby być inaczej? Ciągłe przeprowadzki, wymagający dyscypliny ojciec i tak dalej. Tylko czy tak było naprawdę? Czy może wmówiła sobie, że jako córka wojskowego musi być zamknięta w sobie i mieć problemy z nawiązywaniem bliższych relacji? Często zakładamy, że nie ma dla nas nadziei, bo właśnie wychowaliśmy się w jakimś środowisku czy zakładamy różne absurdalne rzeczy, np. że ludzie nie ufają rudym osobom, więc nie ma sensu w nowym miejscu pracy zdobyć znajomych. Jednak zazwyczaj nie widzimy tej absurdalności – uznajemy własne myśli za fakty, z nikim ich nie konsultujemy.

„Nieważne, co zrobisz; ważne, żebyś to zrobił. Nie znajdziesz swojej drogi, dopóki stoisz w miejscu” – stosunkowo banalna porada, ale kojarzy mi się z innym słynnym cytatem: „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Ten drugi to słowa Alberta Einsteina. Taki a nie inny autor od razu sprawia, że brzmi to poważniej, prawda? Jak wspomniałem, przekaz jest prosty, ale istotny. Trzeba działać, trzeba dusić w zarodu te wszystkie utrwalone prawdy. Wtedy jest szansa na zmianę. Wtedy też zaczynamy leczyć przyczyny naszego nastawienia do życia, a nie tylko objawy, jak to robi szamański coaching, o którym Bishop pisze: „Nie mam nic przeciwko optymizmowi, ale kiedy przeradza się w nałóg, miażdży wszystkich, którzy nie rzygają tęczą na wszystkie strony. (…) Poznałem zdecydowanie zbyt wielu nałogowych optymistów tak owładniętych cukierkową wizją świata, że ignorowali własne problemy”. Trudno się nie zgodzić. Żyjemy w czasach, gdy wolimy coś przypudrować, niż rozdrapać ranę. Problem w tym, że czasami droga do szczęścia prowadzi przez cierpienie i trzeba to zaakceptować.

Dodaj komentarz