Czarne lustro. Po drugiej stronie

Jak powstaje przyszłość

Charlie Brooker – współtwórca „Black Mirror” – mówi, że do ich serialu trudno zachęcić znajomych. Coś w tym jest, bo produkcja ma formę antologii – każdy odcinek opowiada zupełnie inną historię, ale wspólnym mianownikiem pozostaje wpływ technologii na ludzkość i zazwyczaj nie jest to wpływ z gatunku optymistycznych wizji niektórych futurystów. Także gdy chcemy komuś polecić serial, ktoś wreszcie poprosi: „Dobra, to opisz chociaż pierwszy odcinek”. I wtedy musimy powiedzieć, że opowiada o premierze Wielkiej Brytanii, który dostaje ultimatum – członek rodu królewskiego zginie, jeśli on nie odbędzie „pełnego, niepozorowanego stosunku seksualnego ze świnią”, a wszystko będzie transmitowane na żywo. Cóż, Charlie niewątpliwie ma rację, że może być ciężko z zachęceniem świeżaków.

„Czarne lustro. Po drugiej stronie” to fascynująca książka, która zabiera nas w świat „Black Mirror”. Ponieważ każdy odcinek jest niezależny, to twórcy postanowili je po kolei omówić. Niby mamy podział na sezony, ale jest on w sumie sztuczny, bo poszczególne serie nie mają motywów przewodnich. Przerwy między sezonami były natomiast istotne z punktu widzenia tożsamości serialu  i jego przyszłości. Ciągła walka o budżet i w ogóle akceptację kolejnych odcinków. Obserwowane reakcji widzów na taką nietypową formę i tematykę. Wreszcie transfer do Netflixa. Zakulisowe rozgrywki były momentami równie ciekawe co sam serial.

Dyskusja o każdym odcinku ma sens – to w zasadzie mini filmy z różnymi reżyserami, scenografiami i obsadami. Nie można ich omawiać pakietami. Bardzo ciekawe jest to, jak ewoluowały scenariusze poszczególnych odcinków – Brooker jest w tej kwestii bardzo szczery. Zmieniały się całe koncepcje, zwroty akcji, zakończenia. Czasami dwa niezłe pomysły, które zrodziły się w głowie Brookera w odstępie kilku lat, nagle łączy się w jedną przewrotną historię. Warto docenić otwartość twórców – wielu artystów lubi pozwalać publice wierzyć, że ich dzieła praktycznie od początku miały finalną formę. Brooker stoi w kontrze do takiego podejścia. Z rozbrajającą szczerością przyznaje, ze wiele pomysłów było na początku nieoszlifowanych czy nadających się raczej na krótki metraż niż cały odcinek. Ale odpowiednie okoliczności, zdarzenia z życia osobistego (narodziny dzieci mocno zmieniły jego podejście, ale w sposób zaskakujący – generował jeszcze więcej chorych pomysłów) czy zaufanie do innych scenarzystów i reżyserów zaowocowała produkcjami, które już zyskały status kultowych. Wspaniale obserwować taki umysł przy pracy, a ta książka daje nam poniekąd taką możliwość.

Co może być dla wielu zaskakujące, przed „Black Mirror” Brooker zajmował się głównie… komediami. Zresztą podczas prac na wspomnianym serial wciąż realizował różne produkcje z humorem w roli głównej. Niby zaskakujące, ale czy na pewno? Rozmowy o poszczególnych odcinkach zwracają uwagę, jak dużo przewrotnej absurdalności jest w „Black Mirror”. Podczas pierwszego seansu możemy nie zwrócić na to uwagi ze względu na poważny ton wszystkich opowieści, ale komizmu nie brakuje. Inna sprawa, że humor w serialu jest „czarny jak smoła”.

Warto wspomnieć, że książka ma duży, prawie albumowy format (197×252 mm). Dzięki temu zdjęcia nie są malutkimi kadrami, ale robią odpowiednie wrażenie rozmiarem i kolorami. Na kolejnych stronach nie oglądamy tylko kadrów z odcinków, ale przede wszystkim różne szkice koncepcyjne – projekty rekwizytów czy lokacji. To pokazuje ogrom pracy włożonej w powstawanie serialu.

Każdy odcinek omawiany jest przez Charlie’ego Brookera i Annabel Jones (współtwórców serialu), ale też wiele innych osób – aktorów, reżyserów, scenografów i czy współscenarzystów. Jasne, to książka o serialu, więc trudno, żeby ktoś opowiadał, że w sumie nie chciał w nim grać, ale trzeba jakoś zarobić, by wytrzymać do pierwszego. Ale tak duży i powszechny entuzjazm nie mógł być udawany. Aktorzy sami zgłaszali się do twórców, by zagrać w kolejnym odcinku, bo wiedzieli, że to coś bez zobowiązań, a poza tym szansa na ciekawą, jedyną w swoim rodzaju rolę – „Black Mirror” od początku nie unikał nieoczywistych, niedyskomfortowych rozwiązań. Tylko w ten sposób mógł wzbudzać niekończące się dyskusje na całym globie.

P

1 thought on “Czarne lustro. Po drugiej stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *