Noc w zonie

Wygadany stalker

„Noc w zonie” to komiksowa adaptacja jednego z opowiadań z uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-a. Oryginału nie znam, nie czytałem żadnej powieści, ale klimat jest mi oczywiście znany: zona po katastrofie nuklearnej, wszędobylskie anomalie – cenne artefakty, przez które można stracić życie – krwiożerczy mutanci i survivalowe okoliczności. I to właśnie dostajemy w komisie Pawła Próby i Krzysztofa Tarasiuka. Plus zombie – tego się akurat nie spodziewałem.

Główny bohater zapuszcza się samotnie do opuszczonej mleczarni. Co go pchnęło ku takiej nieodpowiedzialnej eskapadzie? Tego początkowo nie wiemy, ale możemy się domyślać – zona pełna jest skarbów. Pytanie, ile jesteśmy w stanie dla nich poświęcić. Czy to chciwość, czy żądza adrenaliny? Nie o tym traktuje komiks, ale to mnie głównie zastanawiało podczas lektury. Ponieważ zwiedzany przybytek jest opuszczony, to główny bohater nie ma z kim pogadać – rekompensuje to sobie monologiem wewnętrznym, który pomaga nam poznać świat przedstawiony. Mam z tymi przemyśleniami bohatera mały problem. Po pierwsze, często robi to, o czym myśli – wolałbym, żeby było jedno, albo drugie, bo takie narracyjne powtórzenie niczemu nie służy. Po drugie, bohater za bardzo cwaniakuje w myślach. Z jednej strony mamy do czynienia z survival horrorem, ale voice over stalkera nie pozwala się przestraszyć. Szkoda.

P

Warta docenienia jest natomiast warstwa graficzna. Trochę żałuję, że ograniczona do odcieni szarości, ale taka paleta barw pasuje do post apokaliptycznego świata. Kreska Tarasiuka ma charakter – nie jest wyjątkowo realistyczna, ale to uznaję za plus. Rysownik świadomie często rezygnuje z detali, bo wie, że nie są potrzebne, by czytelnik wyobraził sobie sytuację, miejsce czy emocje. Tarasiuk szanuję odbiorcę, a ja szanuję takie podejście. W wizualną brawurę wpisana jest pewna umowność i to mi odpowiada. Czy sprawdzę drugi tom? Raczej tak – choćby dla rysunków, ale dla samej fabuły też, bo ewidentnie pierwsza cześć jest jedynie wstępniakiem, w którym za wiele się nie dzieje, ale zajawia, co może się dziać.

PS. W komiksie znajdziecie całe strony w pierwotnej wersji, co na pewno doda otuchy dopiero uczącym się rysować – nawet najefektowniejsze panele zaczynają swój żywot jako koślawe szkice. W albumie także sporo grafik inspirowanych uniwersum. Nijak mają się do komiksu, ale dobrze tworzą atmosferę.

1 thought on “Noc w zonie

Dodaj komentarz