Dowód życia

Pierwszy film na podstawie mojego scenariusza

Scenariusze piszę od półtora roku, a nawet krócej. To mało. Oczywiście wcześniej przez lata napisałem kilka powieści, opowiadań i mnóstwo tekstów publicystycznych, ale mimo wszystko scenariopisarstwo to coś trochę innego i trzeba się nauczyć innej formy. Tymczasem już po niespełna półtora roku powstaje pierwszy film krótkometrażowy na podstawie mojego scenariusza. Dla niektórych to nie będzie „już”, lecz „dopiero”, ale spodziewałem się, że minie więcej czasu, nim uda się którąkolwiek z moich historii przenieść na ekran. W szufladzie mam odcinki serialu, pełne metraże, ale od czegoś trzeba zacząć i dlatego cieszę się, że Kamil Bukłaha z TRIPARTstudio uwierzył w tę króciutką historię i ją zrealizował, mimo utrudnionych warunków (lockdown).

Swoją drogą, to właśnie lockdown zainspirował mnie do napisania „Dowodu życia”, a nawet nie sam lockdown, a powiązany z nim konkurs scenariuszowy. Nie udało się go wygrać, ale powstał film, więc w sumie czuję się jak jednak jak zwycięzca:) Czasami różnego ograniczenia pobudzają kreatywnie – zamiast załamywać ręce, że np. budżet jest za mały czy trzeba się ograniczyć do jednej lokacji, lepiej pogłówkować, czy te wszystkie rzeczy, których nam tak brakuje, faktycznie są potrzebne. Swoistym ograniczeniem bywa też deadline – tak też było w tym przypadku i dlatego cały tekst powstał w dwa wieczory.

W naszym kraju jest sporu problem z dostępnością polskich scenariuszy, więc swój postanowiłem udostępnić tutaj – łatwo można porównywać, na ile różni się od finalnego filmu. Czy niektóre rzeczy wyobrażałem sobie inaczej? Oczywiście, ale to naturalny proces, że reżyser interpretuje tekst po swojemu. Do tego dochodzi cała realizacja – mój scenariusz był pomyślany tak, by dało się go nakręcić, używając tylko kamery w laptopie. W samym filmie jednak, jak zobaczycie ujęć, jest zdecydowanie więcej. Rozumiem, że osoby narzekające na brak polskich scenariuszy, raczej chciałby przeczytać teksty, na podstawie których powstały kinowe hity czy chociaż klasyki, a nie króciutki metraż, ale liczę. że scenariusz okaże się pomocny chociaż dla małej grupy.

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić na kilkuminutowy seans:

Koniecznie dajcie znać, czy się podobało i jak interpretujecie całość. A jeśli film przypadł Wam do gustu – zachęcam do udostępniania.

 

A tu jeszcze kilka zdjęć z planu:

Dodaj komentarz