Mindf*ck

Przyzwolenie na manipulację

Z wykształcenia jestem programistą, ale od samego początku moja kariera zawodowa związana jest z marketingiem, którym prywatnie również się interesuje, bo marketing to zdecydowanie więcej niż telewizyjne reklamy i nachalne promocje. Ponieważ jestem marketerem, to targetowanie, grupy docelowe itp. są mi bliskie – to normalna sprawa, że z przekazem chcemy trafić do jak najbardziej dopasowanej grupy odbiorców, bo wtedy komunikat jest najskuteczniejszy. Z punktu widzenia klienta dopasowane reklamy także uważam za plus. Oczywiście wszyscy pamiętamy śledzące bohatera reklamy z „Raportu mniejszości”, ale chyba lepiej, by w internecie śledziły nas reklamy ekspresów do kawy, bo szykujemy się do takiego zakupu, niż gdybyśmy mieli ciągle oglądać np. promki środków farmaceutycznych (dlatego od lat nie oglądam telewizji). No dobrze, ale co to ma wszystko z wspólnego z „Mindf*ckiem” i Cambridge Analytiką (CA)? Targetowanie uważam za etyczne w przypadku marketingu, tym bardziej, że reklamy zazwyczaj mają pozytywny wydźwięk i zachwalają dany produkt, zamiast wzbudzać agresję względem konkurencji. A co gdybyśmy zaczęli targetować ludzi w związku z polityką, wyborami i referendami, którą mają wpływ na układ sił w mocarstwach kształtujących cały świat? Robi się mało etycznie, a w tym właśnie specjalizowała się CA.

„Mindf*ck” to książka autorstwa Christophera Wylie’ego, który choć jest współtwórcą CA, to ostatecznie zdemaskował tę organizację. Jak to bywa w takich publikacjach, Chris opowiada nam o swoich początkach i, o dziwo, ta część jest naprawdę ciekawa, bo faktycznie powiązana z rozwojem jego zainteresowań i pokazuje, w jaki sposób trafił do firmy, która dzięki pozyskiwaniu i analizowaniu danych osobowych mogła prowadzić wyrafinowane wojny psychologiczne i realizować manipulacje na wielką skalę. Wylie młodo rozpoczął karierę zawodową i od razu wylądował w polityce (w rodzinnej Kanadzie), a potem miał m.in. okazję obserwować od środka kampanię Obamy i w jaki sposób wykorzystywano dane wyborców, by zmotywować ich do oddawania głosu. Później przeniósł się do Londynu, by studiować prawo i… modę, ale polityka znowu wciągnęła go w swoje sidła. Nie będę Wam streszczał całej książki, ale wszystkie koleje losu są istotne. Trudno powiedzieć, na ile Chris tylko kreuje się na elokwentnego znawcę ludzkich zachowań, ale wydaje się, że wszechstronne doświadczenia i zainteresowania pozwalały mu dostrzegać powiązania, które umykały nawet akademikom. „Dostrzegałem paralele między politycznym ekstremizmem a modą: oba zjawiska opierają się na rozprzestrzenianiu kulturowych informacji przez węzły sieci społecznych” – nieoczywiste spostrzeżenie, które jednak przydało się przy analizowaniu danych.

Jeśli w ogóle nie słyszeliście o CA, to skrótowo – w mniej lub bardziej legalny sposób pozyskiwała dane osobowe milionów ludzi (głównie przez Facebooka), a następnie dzięki uczeniu maszynowemu tworzyła zaawansowane profile psychologiczne, co pozwalało trafiać do tych osób z ekstremalnie dopasowanym komunikatem. Jak się możecie domyślać, wszystkie te analizy nie zostały wykorzystane do czegoś pozytywnego. „Okazało się, że testujemy możliwości wykorzystania błędów i zniekształceń poznawczych do manipulowania opiniami ludzi na temat innych grup rasowych. Nie ulegało wątpliwości, że przywoływane w tych badaniach pytania i obrazy obliczone były na wywołanie postaw rasistowskich” – pisze Chris. Dzięki wywoływaniu u ludzi strachu i podsycaniu antagonizmów doprowadzono do Brexitu czy zwycięstwa Trumpa. CA dla skrajnej prawicy okazała się wymarzoną bronią, która u wielu niewyedukowanych ludzi uwydatniła najgorsze instynkty. Tu już nie chodzi o politykę, a ogólnoświatowe relacje międzyludzkie i nasze codziennie życie. Trochę przerażające, prawda?

Sam Wylie twierdzi, że gdy wreszcie dotarły do niego implikacje jego pracy, musiał z tym skończyć i odszedł z CA. Trochę trudno uwierzyć, że dopiero po paru latach zorientował się, co można zrobić dzięki opracowywanym przez niego algorytmom. Z drugiej strony, poniekąd był naukowcem zafascynowanym możliwościami, który niekoniecznie myślał o praktycznych zastosowaniu swoich innowacji. Oczywiście nie wymyślił wszystkiego sam, wręcz przeciwnie – raczej udanie kojarzył ze sobą różne osoby i stwarzał im warunki do dalszych analiz, bo na rynku były już takie rozwiązania jak to autorstwa Youyou, Kosińskiego i Stilwella o imponujących możliwościach: „Mając do dyspozycji sto pięćdziesiąt lajków, algorytm był w stanie określić podstawowe czynniki osobowości danej osoby trafniej niż członkowie jej rodziny”. Sto pięćdziesiąt lajków, a jak dołożymy do tego dużo innych danych z bardziej zróżnicowanych źródeł? Będziemy wiedzieć, jak u danej osoby wzbudzić odpowiednie emocje, jaką podburzyć ją do działania, a może i rękoczynów. A wszystko przy pomoc targetowanych reklam online.

„Mindf*ck” to fascynująca historia, ale nie spodziewajcie się akcji rodem ze szpiegowskich filmów. Chris Wylie opowiada nam, jak wiele informacji na nasz temat było dosłownie na wyciągnięcie ręki. Jak chętnie dzieliliśmy się tymi informacjami i jak podatni jesteśmy na manipulacje. A propos tej ostatniej – już sama nazwa CA doskonale oddaje ducha tej organizacji. Steve’owi Bannonowi – który poniekąd wprawił w ruch tryby tej machiny i połączył wpływowych Amerykanów z SCL Group (spółką-matką CA) – imponowało mu, że firma, z którą nawiązał współpracę, narodziła się właśnie w Cambridge, słynnym ośrodku akademickim. Problem w tym, że SCL nie tylko się tam nie narodziła, ale nawet nie miała tam biura. Za każdym razem, gdy Bannon przyjeżdżał do Anglii, Alexander Nix (niesławny szef SCL) wynajmował w Cambridge biuro i… zatrudniał aktorów, którzy udawali pracowników. Wszystko po to, by podtrzymać iluzję i zaspokoić megalomanię Bannona. Na takich uczciwych fundamentach wybudowana Cambridge Analytica. Czy może dziwić, że stała się narzędziem do manipulowania milionów?

Dodaj komentarz